- Hej, Erik skończyłeś już trening? Mógłbyś mi przywieźć z domu jakieś ubrania? Bo wieczorem mnie wypisują. - jego nogi momentalnie zamieniły się w kruche patyczki. Myśląc, że nie ustoi usiadł na kanapie i zaczął uspokajać oddech. - Halo? Erik? - dopytywała się.
- Aaa tak jasne już jadę po rzeczy. Paa. - nie miał siły z nią rozmawiać bez płaczu więc wolał się rozłączyć. Kliknął "czerwony telefonik" i poczuł, że jest cały wilgotny. Wielki uśmiech pojawił się na jego twarzy.
'Sara żyje! Żyje! Żyje!!' - zaczął biegać po domu jak trzyletnie dziecko. Bez namysłu wziął kluczyki od auta i pojechał pod dom Emily.
Ponieważ mieszkali bardzo blisko bo na jednym osiedlu na piechotę miał nawet bliżej, ale bardzo mu się śpieszyło.
- Emily otwórz! - darł się pukając i skacząc.
- Co ci tak wesoło? - otworzyła drzwi, a on od razu ją uściskał ze szczęścia.
- Sara żyje! rozumiesz to?! Rozumiesz?! - nadal skakał. Nie mógł się opanować. Świeże łzy szczęścia spływały mu po policzkach jak tylko wytarł stare.
- Co? Jak? Gdzie? - zapytała z uśmiechem na twarzy widząc jego radość.
- Dzwoniła do mnie. Słyszałem jej głos! Chodź ze mną bo muszę jej ubrania jakieś przywieźć, a ja nie mam pojęcia jak ona sobie komponuje sweter do spodni, bluzkę do butów czy jeszcze coś do czegoś.
- Dobra tylko daj mi pięć minut. - powiedziała i pobiegła na górę. Nie długo potem zeszła już w całkiem innym stroju i pojechali do domu Sary.
- Okej to ja coś szybko wybiorę. - zaproponowała i wyszła z samochodu.
-Spoko, poczekam w aucie, będzie szybciej, Masz klucze. - radośnie je podał przez otwartą szybę w samochodzie i czekał aż wróci.
Po paru minutach była już z powrotem przy nim.
-Dobra mam, jedź, jedź! - pośpieszała go.
*
- Erik gdzie cię niesie? Szpital jest w prawo.
- Tak, wiem. Jeszcze tylko w jedno miejsce muszę pójść. - szybko wjechał samochodem na krawężnik, włączył światła awaryjne,a następnie z niego wybiegł. Ponieważ stanął w miejscu niedozwolonym nie miał czasu tłumaczyć się przyjaciółce. Pobiegł do kwiaciarni która była tuż za rogiem.
- Dzień dobry! Szybko poproszę jakiś bukiet. - wbiegł do małego pomieszczenia.
- Dla dziewczyny?
- Tak. Najlepiej jakiś gotowy bo nie mam czasu.
- To może taki? Dzisiaj rano go robiłam. - dość młoda kobieta wskazała mu na bardzo ładnie skomponowane róże.

- Tak, tak, to ja go poproszę. - pośpiesznie odpowiedział.
- Proszę bardzo. Płaci pan kartą czy gotówką? - uśmiechnęła się poznając w nim "tego Erik'a Durm'a z Borussii"
- Kartą, kartą. - odparł zupełnie bezsensu potakując głową.
Zapłacił i z kwiatami w ręku pobiegł do samochodu.
- Aaaa i wszystko jasne. - śmiała się Emily.
- No widzisz haha dobra jedźmy już. Nie mogę uwierzyć, że ją zobaczę. - powiedział rozmarzony. Jego oczy świeciły się ze szczęścia.
Po parunastu minutach dotarli pod szpital. Chłopak telepał się z radości, a za razem ze stresu. Zapytali się gdzie leży Sara, ale jak się okazało nie była przeniesiona. Podeszli więc pod drzwi sali w której była.
- Erik ja nie wchodzę. - powiedziała Niemka.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony.
- My jesteśmy pokłócone. Myślę, że lepiej będzie jak na razie nie pójdę. Sara może nie być gotowa, pewnie nie dawno przytomność odzyskała... - zaczęła się tłumaczyć.
-No może... ej, ale ja się boję do niej wejść. To może być jakiś głupi żart przecież lekarz wyraźnie powiedział, że umarła, a on raczej się zna na rzeczy i to mu się nie zdawało. - zawahał się.
- No i co jak to jest żart? A zresztą na pewno nie jest. Przecież Sara do ciebie dzwoniła. Idź i ciesz się, że nadal możesz z nią być! - pchnęła go na drzwi, a on je otworzył. Na tym samym łóżku leżała jak zawsze śliczna blondynka. Kiedy zobaczyła swojego chłopaka odłożyła telefon i uśmiech pojawił się na jej twarzy, a on prawie się rozpłakał. Wiedział, że nie powinien pokazywać łez, ale tak ją kochał, że kiedy dowiedział się o "drugiej szansy" od losu do jego oczu napływało więcej łez szczęścia niż kiedy dowiedział się o śmierci ukochanej. Tylko, że wtedy ich nie zatrzymywał.
- Sara! - podbiegł i przytulił się do niej.
- Hej! - delikatnie go odepchnęła - przepraszam, ale nie dobrze mi jak mnie ściskasz. Co ty taki wesoły?
- Tak cudownie cię widzieć. Kiedy cię wypisują? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
- Około 18:00, a jest 17:15 bo strasznie długo wiozłeś mi te ubrania. Masz je w ogóle?
- A tak. Czekaj. - wyszedł na korytarz aby je wziąć bo oczywiście zapomniał torby z rzeczami jak i kwiatów.
- Gratulacje! Nie wziąłeś ciuchów i prezentu. - powiedziała Emily klaszcząc w dłonie dla 'mądrego przyjaciela' jak go zobaczyła.
- Wiem, wiem. Kwiaty jej dam jak ją wypiszą, a podasz te ubrania?
- A tak jasne. - podała mu, wziął je i poszedł do Sary.
- Proszę. - z uśmiechem podał jej torbę w której były.
- Weź się tak nie wyszczerzaj bo ci zostanie haha - zażartowała widząc jego uśmiech 'od ucha do ucha' - Ej ty znalazłeś w moim pokoju tą torbę? - zdziwiła się i zaczęła wyjmować ubrania. - Ej nie, ty byś na pewno nie wziął tego swetra! Sam mówiłeś, że ci się nie podoba, ale skoro mi się podoba to mogę w nim chodzić.
- Eee brałem co popadnie. - zakłopotany odpowiedział.
- Ej nie kłam mnie! Słyszałam Lili na korytarzu idę do niej. - zaczęła wstawać z łóżka.
- Sara nie, nie przemęczaj się dobra? Połóż się, zawołam ją. - zaczął uspokajać dziewczynę.
- Nie! Ja do niej pójdę.
- To chodź. - wziął ją na ręce i zaczął iść na korytarz.
- Ej wiesz, że mogą cię zamknąć za kradzież pacjentów?
- Hahah jakby co to twoja wina! - złączył ich usta w pocałunku który blondynka natychmiast odwzajemniła. - czuł się niesamowicie. Jego ciało przeszedł zimny dreszcz.
'To cudowne, że jednak tu była i nadal jest' - myślał.
- Tęskniłem za tobą wiesz? - stanął jeszcze nie wychodząc za drzwi.
- A ja nie bo sobie spałam i mi się śniłeś. - zaśmiała się i poprawiła mu włosy.
- No to ja miałem gorzej. Dużo gorzej. - posmutniał na wspomnienie życia bez niej. Na razie nie obchodziło go to dlaczego ktoś mu powiedział, że umarła natomiast musiał jej o tym powiedzieć prędzej czy później i to go martwiło.
Zanim zdążyli wyjść do Emily w sali pojawił się lekarz wraz z pielęgniarkami tym razem inny niż zwykle.
-O pan już przyszedł po panią Sarę jak widzę. W takim razie świetnie! Robiliśmy pani badania wyjściowe dwie godziny temu więc jeszcze to wypełnię i będą państwo wolni. - Sara nadal była u niego na rękach i doktor trochę się zdziwił jak wszedł, ale był bardzo miły, w przeciwieństwie do tamtego...
Szybko wypisał sobie jakieś rzeczy na karcie, dał im ją do podpisania i byli wolni.
-Dobra czekaj, tylko ja muszę się przebrać. Idę, tu jest łazienka, a wy czekajcie na korytarzu. - powiedziała i poszła wraz z ubraniami.
Chłopak jeszcze chwile rozmawiał z lekarzem. Powiedział mu wiele bardzo ważnych rzeczy, a przede wszystkim to, że Sara ma się teraz nie przemęczać i nie może spożywać alkoholu.
-Będę jej pilnował. – obiecał i usiadł na korytarzu obok Emily.
Po parunastu minutach Polka przyszła do nich ubrana w to:
'Faktycznie w życiu nie wziąłbym takiego swetra do takich spodni' - myślał, ale Sara wyglądała w nim jak zwykle świetnie. Tylko on po prostu nie znał się na damskiej modzie.
*Erik*
-Sara! - zerwała się z krzesła Emily. - Przepraszam. - uściskała ją. To wszystko moja wina, nie powinnam cię okłamywać, że zerwałam z Marcelem, a chodziłam z... - łzy zaczęły napływać jej do oczu. - Ty zawsze byłaś ze mną szczera, a ja nie. Przepraszam.
-Okej, okej – nadal się ściskały i obie płakały. 'Dziewczyny' - przewróciłem oczami. - Bardzo tęskniłam. Jakbyś była przy mnie pewnie bym się bardziej pilnowała z lekami. Ja też przepraszam. - odparła wzruszona Sara.
-Dobra kochane dzieci - też się do nich przytuliłem. - idziemy do domu?
-No chodźmy. - przytaknął mój skarb.
-A odwieziecie mnie? - zapytała 'Lili'. - ja niestety nie mogę z wami iść bo mam robotę.
- Tak, jasne – odpowiedziałem i razem poszliśmy do samochodu.
Podjechaliśmy pod sam dom przyjaciółki aby było jej bliżej.
-Zostawiam was samych tylko bez żadnych głupstw hahaha ja nie będę potem waszymi dziećmi się opiekowała.
-Jasne, jasne. Wiem jak kochasz takie małe ludki i jak byś do nich leciała – śmiała się Sara.
- No kurde masz mnie. Dobra trzymajcie się. Paaa. - wyszła z samochodu.
-To dla ciebie. - wyjąłem kwiaty zza tylnego siedzenia.
-Ojej dziękuje ci bardzo, są śliczne - otarła łzy.
- Kocham cię wiesz? - splotłem nasze ręce.
- Chyba wiem noo - dała mi buziaka, a ja gotowałem się z radości. To cudowne mieć ją przy sobie. - dobra jedź bo ja chce do domu haha. - pośpieszała mnie.
- Pędzę. - powiedziałem i ruszyłem. Po paru minutach byliśmy u niej. Wyszedłem z samochodu i poszedłem otworzyć jej drzwi.
- Proszę bardzo madam.
- Mmm dziękuję ser. - zaśmiała się - Rozwalasz mnie. - dodała po chwili.
Trzymając się za ręce poszliśmy do domu.
- Czekaj muszę znaleźć klucze. - zaczęła grzebać w torebce. - O dobra są. - sprytnie przytrzymała torebkę na kolanie, otworzyła drzwi i do wyznaczonej kieszonki wrzuciła klucze.
*oczami obserwatora*
- Wow. Niezła jesteś.
- Ale co? - zapytała.
- No sprytnie to zrobiłaś, ja bym tak nie potrafił.
- Bo nie jesteś dziewczyną. - zaśmiała się pokazując przy tym swoje śliczne zęby.
- No też fakt. Ale tak okropnie się cieszę, że znowu jesteś ze mną. - wziął ją na ręce i wbiegł do domu.
- Ej Erik spokojnie! - zaczęła klepać go w plecy. - Pamiętaj Ericzku, panujemy nad emocjami, panujemy nad emocjami. - śmiała się. Też była radosna, że jest już w domu. Wybudziła się po paru godzinach pobytu w szpitalu, a nie wiadomo po co trzymali ją tam przez dwa dodatkowe dni.
- No dobra, dobra. Po prostu jestem okropnie szczęśliwy, że jeszcze jesteś ze mną.
- A co myślisz, że bym z tobą zerwała po dwóch czy trzech dniach w szpitalu? - zapytała zdziwiona.
Chłopak postawił ją na podłodze i oboje poszli na górę do sypialni dziewczyny.
- Nie, Sara nie o to chodzi... - spuścił głowę.
- To o co? - zaciekawiona zapytała siadając na łóżko.
Chłopak usiadł koło niej i splótł ich dłonie. Podciągnął rękaw od swetra dziewczyny i zobaczył tam bliznę której się spodziewał. Ucałował jej dłoń, a potem zrastającą się skórę na nadgarstku. Blondynkę przeszedł dreszcz.
- Chodzi o to... bo.. - zawahał się szukając słów.
_____________________________________________________
Ej Wam też nie podoba się ten i poprzedni rozdział tak samo jak mi? One były zupełnie bezsensu.;/
Tak sobie ostatnio myślałam, że chyba po prostu za szybko staram się publikować kolejne rozdziały i wychodzą nie takie jakbym chciała.. heh. Albo jak ktoś jeszcze ma siłę czytać te rozdziały i czekać na kolejne jak ja co nowy 'tak sobie myślę' i wymyślam jakieś bzdury takie jak tą wyżej czy te wcześniej hahahhaah? Dobra nieważne. Nie przejmujcie się moimi rozmyśleniami ^.^
W kolejnym spodziewajcie się wyjaśnień całej sytuacji :)
Pozdrawiam :>>

Kurde.
OdpowiedzUsuńCzytając poprzednie rozdziały miałam ogromną ochotę cię udusić. Serio. -,-
Sobie myślałam ,,Jezuuuu, jak ona mogła ją ukatrupić? NO JAK ONA MOGŁA TO ZROBIĆ, JA SIĘ PYTAM?!'' Ale ale... w końcu nadeszło wyjaśnienie w postaci tego rozdziału i pierwszy raz od wielu dni jestem happy. <3 Jeszcze raz taki numer mi wytniesz to zobaczysz! ;)
Słodko *.* kiedy następny rozdział? <3
OdpowiedzUsuń