"I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things."
*oczami Sary*
Tydzień w którym chłopaki byli na obozie strasznie nam długo leciał. Właściwie to oprócz tego, że nie daleko znalazłam mieszkanie które mogłabym kupić nie wydarzyło się nic ciekawego. Emily ciągle łaziła do pracy, a ja ciągle powtarzałam jej żeby ją rzuciła skoro jest z Marcelem, ale ta ciągle, że nie jest z nim dla kasy. No przecież świetnie wiem, że nie jest, tak samo jak ja z Erikiem -,- Widziałyśmy się tylko popołudniami, a chłopaki też nie mieli za dużo czasu nawet żeby wejść na Skype. Ciekawe co ten Klopp im tam każe robić. Piłkarze to jednak mają przerąbane. Pamiętam jak zazdrościłam Erikowi, że nim jest. Hahaha ale byłam głupia, teraz bardzo bym chciała żeby Durm był normalnym chłopakiem, a nie piłkarzem na którego leci tysiące dziewczyn na całym świecie.
*
Dochodziła 19:30 czyli godzina przylotu chłopaków. Erik miał prosto z lotniska przyjechać po mnie i mieliśmy oglądać u niego film. Byłam strasznie podekscytowana. Łaziłam po pokoju i czekałam na przyjazd blondyna. Miałam na sobie czarne legginsy i ciemno zieloną koszulę. Niby było jeszcze lato, ale ten wiatr mnie nie przekonywał. Łaziłam po pokoju i ciągle spoglądałam na zegarek. 19:41, 19:42. Usłyszałam dzwonek. Uśmiech natychmiast pojawił się na mojej twarzy. Od razu pełna radości podbiegłam pod drzwi żeby je otworzyć.
- Jejku nareszcie jesteś! Tak bardzo tęskniłam! - wydarłam się radosna otwierając drzwi, a kiedy je otworzyłam i zobaczyłam kto w nich stoi nogi momentalnie mi się ugięły i myślałam, że zemdleje. Stał w nich Ben. Ale co on tu robi?! Nie znał przecież mojego adresu, a skąd by w ogóle wiedział, że jestem w Dortmundzie?
*oczami obserwatora*
- Oo tęskniłaś gówniaro? Szkoda, że ja za tobą nie! - zaczął wchodzić do mieszkania, a ona w związku z tym cofać się. On zbliżał się do niej to ona się cofała.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytała próbując uspokoić swój drżący głos. Wiedziała, że jego odwiedziny nie świadczą nic dobrego. Okropnie się bała, ciągle ostrożnie się cofała żeby być jak najdalej od niego. "Błagam Erik!!! Szybciej!"- powtarzała sobie w myślach.
- Czego od ciebie chce? Jeszcze śmiesz o to pytać?! Odczep się dziewczyno ode mnie! Rozumiesz?! Może i świetnie wiesz, że w związku z Emmą chodziło mi o pieniądze bo jestem z Jess i co ci do tego? To moje życie, nie musisz się w nie wpieprzać rozumiesz?! - nic nie odpowiedziała. "Erik gdzieś ty kurwa jesteś!? 19:45" - tylko to chodziło jej po głowie. Nagle Ben złapał ją za ramiona i zaczął telepać. - Rozumiesz?!
- Yyy... - nawet nie dał jej czasu na odpowiedź tylko przycisnął do ściany i niewyobrażalnie mocno walnął w brzuch.
- Ałłła - jęknęła z bólu.
- Rozumiesz kurna czy mam powtórzyć?!
- Tak, tak, spokojnie. - mówiła uginając się i kurczowo trzymając za brzuch.
- Spokojnie? Kurwa mówiłem ci żebyś się mnie odczepiła, co ci do tego, że nie jestem spokojny? - zapytał dając jej przy okazji w twarz. Biedna dziewczyna osunęła się na podłogę i skuliła jak najmocniej.
- Jezus, Maria co tu się dzieje?!!! - podbiegł do nich chłopak długowłosej blondynki. Dziewczyna słysząc jego głos odrobinkę się rozluźniła chociaż nadal była spięta. Oczy zaszły jej łzami.
- A ty tu czego? Obrońca biednej gówniary się znalazł?
- Nie mów tak o niej! - chłopak przyłożył mu swoją pięścią prosto w nos. Ben zaczął próbować zahamować wylew krwi kiedy piłkarz zaczął wypychać go z mieszkania. Niestety i jemu się oberwało. Ciemnowłosy dał mu z łokcia uwalniając się z jego uścisku. Podbiegł do nadal skulonej z bólu i strachu dziewczyny, kopnął w udo i trzymając się za krwawiący nos powiedział " Jeszcze raz naślesz na mnie jakiegoś pedałka to pożałujesz tego jeszcze bardziej." Koniec zdania właściwie do niej krzyczał ponieważ Erik siłą wywalił go z domu, następnie za ogrodzenie. Podbiegł szybko do swojej ukochanej.
- Sara nic ci nie jest. - kucnął przy niej.
- Pozbyłeś się go? - zapytała próbując uspokoić głos i zastopować potop łez.
- Tak już nic ci nie grozi. - położył swoją rękę na jej dłoń. - Może chcesz jechać do lekarza? Co ci zrobił? - dopytywał się nieco zdenerwowany i zszokowany całą sytuacją Erik. Nie wiedział co ma zrobić. Może zabrać ją do szpitala? Może zrobić żeby zapomniała o całej sytuacji? - zastanawiał się.
- Sara...? Powiedz coś, już wszystko w porządku. - Uspokajał nadal skuloną dziewczynę. Słyszał jak płacze i to go bardzo martwiło. Wziął ją na ręce i usiadł na kanapie. Blondynka miała sporego siniaka na twarzy, lekko krwawiącą wargę i kurczowo trzymała się za brzuch. Łzy spływały jej po policzkach. Widział, że dziewczyna nie pali się do rozmowy więc przytulił ją i dał czas na wyluzowanie się. Czuł jak szybko bije jej nie spokojne serce. Po pewnym czasie puścił Sarę czując, że próbuje wydostać się z uścisku.
- Już lepiej? - zapytał.
- Nie, sms mi przyszedł. - odpowiedziała nadal drżącym głosem wyjmując telefon z kieszeni. Przeczytała wiadomość od przyjaciółki. "Idę dziś z Marcelem do klubu, nie martw się o mnie wieczorem ;*" - Nie idźmy do ciebie dzisiaj już, okej?
- Jak zechcesz tak będzie. - uśmiechnął się. - A nie będę przeszkadzał Emily?
- Nie, jej nie będzie. Erik ja się boje. - znowu zaczęła płakać.
- Spokojnie, jestem przy tobie. - Objął ją i pocałował w obojczyk odgarniając przy tym jej pachnące blond włosy.
Nic nie odpowiedziała. Chciała delektować się każdą chwilą w jego uścisku szczególnie kiedy była w takim stanie.
- Brzuch mnie cholernie boli. - w końcu się odezwała.
- Może chodź się położyć - zaproponował.
- Tak, tak... - dziewczyna nadal ledwo mówiła. Ta cała sytuacja to był dla niej szok, a do tego bolała ją twarz, brzuch i noga.
Chłopak nie czekając na to aż blondynka zwlecze się z kanapy delikatnie podniósł ją i szybkim krokiem zaniósł do sypialni. Posadził ją na łóżku.
- Podasz mi tą żółtą bluzkę z szafy? - już spokojniej zapytała.
Wyjął oficjalną koszulkę klubu do którego należał. Spojrzał na nazwisko i się zaśmiał.
- Piszczek? Zdradzasz mnie? hahaha
- Erik nie mam ochoty na żarty - mruknęła rozpinając koszule.
- Mógłbyś wyjść? Chciałabym się przebrać.
- Jasne. - szybko opuścił pokój i zamknął drzwi. Po pewnym czasie zapukał.
- Mogę?
- Tak chodź. - Sara mówiła bardzo spokojnie, delikatnie. Na łóżku zobaczył znowu skuloną blondynkę. - Ej zostaniesz na noc? Proszę... - spróbowała się uśmiechnąć.
- Na seksy? - poruszył brwiami.
- A tobie jedno w głowie kurna. - rzuciła w niego poduszką.
- No jejku zapytać nie można? A masz spodenki od tej koszulki Łukasza?
- No, są w szafie weź poszukaj, mi jest niedobrze. - położyła się i otuliła kołdrą.
*oczami Sary*
Nie mogłam się wyluzować. Ciągle przed oczami miałam Bena, to jak mnie bije. To nie dawało mi spokoju. Ale skoro do mnie przyjechał to Emma pewnie mu coś nagadała.
Erik w końcu wyszedł z łazienki przebrany w te spodenki.
- Sara spokojnie. - położył się koło mnie.
- Erik jak ja mam być spokojna? - oczy zaszły mi łzami.- Ja się po prostu boję. On nie wiedział, że się przeprowadziłam do Dortmundu, a w całych Niemczech znalazł mój adres. Jak to w ogóle możliwe? Jeszcze tak okropnie mnie boli brzuch. Patrz jakie mam siniaki. -Podniosłam lekko bluzkę i wskazałam sine miejsce. Ślad po uderzeniu był naprawdę spory.- I jeszcze noga mnie boli, a moją twarz to już pewnie widziałeś. Jak ja w ogóle wyglądam przez niego?! - schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
- Sara dla mnie i tak będziesz najśliczniejszą osobą jaką znam. - przytulił mnie.
- Dziękuję - wyszeptałam. - Dziękuję, że jesteś. - wtuliłam się w niego. W jego objęciach czułam się bezpieczna. Właściwie to tylko w jego. Nie wiem kiedy usnęłam.
Idę przez cudowne łąki. Pełne są kolorowych kwiatów. Widzę mnóstwo białych stokrotek i fioletowych fiołków. Chodzę z miejsca do miejsca i zachwycam się roślinami. Słyszę bardzo delikatną muzykę która nie wiadomo skąd dociera. Usłyszałam rzekę więc poszłam za dźwiękiem. Kiedy dotarłam do bardzo niebieskiej wody zobaczyłam dwóch ludzi kłócących się na moście. Zaraz, zaraz ja znam te sylwetki, ten sposób chodzenia, nawet te ledwo słyszalne głosy są mi świetnie znane. Jezu! To przecież Erik i Ben. Co oni robią razem? Jeju oni się biją! Zobaczyłam jak jeden wyrzucił drugiego, nie przejmując się dość wysoką barierką. Dopiero po paru sekundach szoku dotarło do mnie, że to Erik był tym wyrzuconym.
- Matko! - obudziłam się. Było ciemno więc zaczęłam po omacku szukać Erika, w ogóle go nie słyszałam.
- Aaa musisz mnie macać o tej porze?
- Kamień z serca- odetchnęłam z ulgą. - Żyjesz.
- Wszystko w porządku?
- Szczerze to nie. Myślałam, że cię straciłam.
- Co ty masz w tej głowie? Przecież leże tu ciągle. - położył mi dłoń na brzuchu i się uśmiechnął. Moje ciało przeszedł dreszcz. Przyjemny dreszcz. Właściwie zawsze tak się czułam jak mnie dotykał. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Czy ty się ze mnie nabijasz? - zrobiłam głupawą minę.
- Nieee no coś ty. - Sarkastycznie odpowiedział.
- Na pewno?... Na pewno? - Pytałam nadal z taką miną.
- Oj no wiesz, że to z miłości hahaah. - przytulił się do mnie.
- No, a jakby inaczej, ech. - Przewróciłam oczami.
Erik poszedł spać, a ja go nie zatrzymywałam ponieważ jutro miał trening. Oczy zmrużyłam dopiero około 6 rano. Przez cały czas myślałam o tym co by było gdybym go straciła. Wtedy zostałabym sama. Od Emily bardzo się oddaliłam jedynie zostaliby mi chłopaki z BVB, ale oni nie mieliby dla mnie za dużo czasu. Marco na pewno wolałby grać se z Mario na Playstation , a Mats od nie dawna ma dziewczynę więc też nie przejął by się mną.
Obudziłam się już bez Erika. Wstając z łóżka jęknęłam z bólu. Natychmiast przypomniał mi się wczorajszy, okropny dzień. Poszłam do łazienki zobaczyć jak wyglądam i po sekundzie uznałam, że to był wielki błąd. 'Znowu -,-!' - załamywałam się. Znowu miałam siniaka na policzku i do tego rozciętą wargę. Niezadowolona zeszłam na dół, a tam czekała na mnie miła niespodzianka. Na stole leżał talerz ze śniadaniem i karteczka od Erika, że poszedł na trening, nie chciał mnie budzić i żebym się nie martwiła. Jak dla mnie to było oczywiste, że jest na SIP, ale miło, że mnie poinformował. Kiedy zjadłam jeszcze ciepławą jajecznice roboty mojego chłopaka poszłam się ubrać. Nałożyłam na siebie sukienkę. a ponieważ przez okno widziałam jak liście kołyszą się na wietrze nałożyłam do niej biały sweter. Postanowiłam pójść do kosmetyczki żeby zrobiła mi jakąś tapetę na ten okropny ryj. Byłam wściekła na Bena za to co mi zrobił. Co on sobie wyobraża? Myśli, że może mnie bezkarnie bić. Kiedyś się go przez to bałam, ale teraz to całkowicie minęło. 'Mmm czyżbym zrobiła się odważna?' Wiedziałam, że póki Erik jest ze mną nic złego mi się nie stanie. Wiedziałam, że on mi pomoże czy będę ładna czy brzydka.
*W świetnym humorze wyszłam od kosmetyczki z pięknymi paznokciami w kwiaty, a co najważniejsze z prawie nie widocznym siniakiem na twarzy. Poszłam jeszcze do sklepu i kupiłam parę poleconych przez nią kosmetyków.
Niestety w domu już nie było tak radośnie ponieważ była w nim Emily z jakimś innym chłopakiem. I nie zachowywali się jak "zwykli znajomi". Jakiś brunet przemalowany na blond (było to mocno widać) miał rękę pod koszulką mojej przyjaciółki i miałam wrażenie, że w chwili kiedy usłyszeli otwierane przeze mnie drzwi od domu przestali się lizać.
Oparłam się o drzwi od przedpokoju i czekałam na wyjaśnienia. Oboje patrzyli się na mnie jakbym była z Marsa, ale ten pedał nadal nie wyjął ręki z jej stanika.
________________________________________________________
Jeju zabijcie mnie! Rozdział był prawie gotowy w środę, ale dodaje go dzisiaj -,-
Wybaczcie jeśli są jakieś nie składne zdania, ale kończyłam go na wczorajszym meczu.
Szkoda, że przegraliśmy, ale w końcu chłopcy się przełamią, wrócą kontuzjowani i rozwalimy tabelę Bundesligi!
Heja BVB!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz