Zatrzymał się w miejscu w którym nie było ludzi i postawił mnie na ziemię, ale nie miał zamiaru mnie puszczać.
- Puść mnie słyszysz?!! - próbowałam mu się wyplątać z rąk nawet trochę go bijąc, ale za mocno mnie trzymał żeby to się udało.
- Nie bo mi uciekniesz, a ja tego nie chce.
-Ale ja chce! Puszczaj mnie natychmiast!
- Nie! A wiesz kim jestem? - powiedział to już normalnym głosem. Widać było, że się uspokoił więc i ja byłam trochę spokojniejsza bo lżej mnie trzymał co dawało zawsze większą szansę ucieczki.
- Nie, nie wiem. - Wtedy trzymając mnie jedną ręką zdjął kaptur, a potem okulary i się uśmiechnął. Kamień z serca. Jak zobaczyłam jego blond włosy i ten uśmiech zaraz się wyluzowałam i nie chciałam już uciekać.
- Kuźwa, Reus idioto ty chcesz żebym zawału dostała?! - zapytałam śmiejąc się.
- Nie - powiedział i się wyszczerzył - ale co ty tu właściwie robisz?
-Teraz to stoję, a ty?
- Też hahhahahaha, ale tak na poważnie i czemu masz opuchnięty policzek? - Nic nie mówiłam, ale spojrzałam na niego z takim wyrazem twarzy, że się od razu domyślił - Znowu on?
- Yhhy - przytaknęłam prawie płacząc.
- Tak mi przykro - powiedział i mnie przytulił. W życiu bym się nie spodziewała takiego zachowania po nim.
- Chodź do Emily bo pewnie strasznie się o mnie boi. Z kim ty ją w ogóle zostawiłeś?
- Z Durm'em.
- Ale chodź szybko bo ona nie wie kim on jest. - Marco szybko założył swój "świetny kamuflaż" jak to mi przedstawił i pobiegliśmy do miejsca w którym była Emily. Myślałam, że umrę ze śmiechu. Emily się przepychała z Durm'em, a on sam nie wiedział co ma zrobić. Razem z Marco wybuchnęliśmy śmiechem
i wtedy przestali bo nas zobaczyli. Emily była zdziwiona, że normalnie idę i żartuję sobie z "tym gostkiem", ale widać było uśmiech na jej twarzy bo nic mi się nie stało.
*Erik*
Jakaś dziewczyna wpadła na Marco. Ten się odwrócił i normalnie by nic nie powiedział żeby go nikt nie poznał, ale teraz stał i się patrzył na tę dziewczynę. Była naprawdę śliczną blondynką o brązowych oczach. Nagle odwróciła się twarzą do mnie i zobaczyłem mocno spuchnięty jej prawy policzek. Musiał ją uderzyć ktoś naprawdę silny. Kiedy Marco coś zaczął do niej mówić mocno się zdziwiłem. Wyglądało to tak jakby on ją znał od zawsze, a ona go w ogóle. Nagle kazał zatrzymać mi tą drugą dziewczynę, a sam z tą blondynką na rękach gdzieś poszedł. Nie wiedziałem co mam robić, ale ta druga też nie wiedziała co się działo. Trochę się po przepychaliśmy bo ona chciała tam iść, a ja nie mogłem jej pozwolić. Za wszelką cenę nie chciałem jej uderzyć więc na pewno te przepychanki wyglądały śmiesznie. Kiedy wracali mimo, że Marco był w okularach widać było, że był strasznie szczęśliwy z ich spotkania. Ta dziewczyna też wyglądała na zadowoloną, ciągle się uśmiechała mimo, że robi to z bólem. To pewnie przez ten policzek. Miała go strasznie spuchniętego więc pewnie mocno bolał przy każdym ruchu. Nagle się ocknąłem z tych zamyśleń bo usłyszałem jej szczęśliwy głos.
- Emily wiesz z kim się tak przepychałaś? - zapytała spoglądając na Marco.
- Z Erikiem Durmem - odpowiedział i się uśmiechnął
Ta "Emily" stanęła jak wryta chyba nie dowierzając przyjaciółce.
- Aaaa ty z kim się tam przytulałaś? - zapytała z lekkim sarkazmem śmiejąc się. Blondynka wymownie spojrzała na Marco, a on podszedł do Emily.
- Jestem Marco - uśmiechną się do niej i zanim wydusiła z siebie jakieś słowo dodał: "Tak, ten Marco"
*Emily*
Marco przedstawił mi i Sarze Erika, a Erikowi nas.
- Ale Sara skąd ty ich znasz?
- Erika nie znałam tylko Marco - powiedziała i próbowała się zaśmiać.
- I nic mi wcześniej nie powiedziałaś - oburzyłam się
- Dobra koniec sprzeczek - zaśmiał się Marco - idziemy na pizze?
- Co ty masz z tą pizzą? - zapytała Sara
- On zawsze wszystkich tam zaprasza bo ma zniżkę - dociął mu Erik
- Ej nie prawda! - wykrzyknął Marco - jak chcecie możemy iść gdzieś indziej.
- Może chodźmy do cukierni na ciasto - zaproponowałam.
- Sara? - zapytał się Reus oczekując jej zgody na wyjście tam
- Czemu ja? hahahahaah, Emily zawsze ma świetne pomysły więc idziemy! - zarządziła i poszliśmy.
Erik i Marco są naprawdę super. Przy nich Sara była naprawdę szczęśliwa. Najpierw zjedliśmy w kawiarni, a potem łaziliśmy po sklepach całe popołudnie, a ja nie widziałam tego cierpienia w oczach Sary z którym do mnie przyjechała. Nagle w jednym ze sklepów Sara poczuła się strasznie słabo. Szybko złapał ją Erik. Strasznie bolał ją policzek i moim zdaniem ledwo utrzymywała się przytomna.
- Musimy jechać do szpitala - powiedziałam szybko. Byłam mocno zdziwiona, Sara rzeczywiście miała mocno opuchnięty policzek, ale myślałam, że jej to normalnie zniknie, a nie doprowadzi do jeszcze gorszych skutków.
- No chodźmy szybko do mojego samochodu. Erik weźmiesz ją?
- Tak, jasne - powiedział i szybko poszliśmy do auta Marco. Ja z Sarą usiadłam z tyłu, a chłopaki ogarniali drogę do szpitala. Najgorsze było to, że za godzinę zaczynałam pracę (popołudniowa zmiana) a chłopaki tez mieli niedługo "wieczorny trening" wymyślony przez Klopp'a. Ale tak czy siak musieliśmy zabrać Sarę do jakiegoś lekarza. Kiedy weszliśmy na izbę przyjęć wszyscy się załamali, w kolejce było z 15 osób, a my nieśliśmy ledwo przytomną dziewczynę. Niestety nic nie dało to, że chłopaki to piłkarze i musieliśmy czekać w kolejce. Po 30 minutach ja musiałam już iść bo nie mogłam zostać wywalona. Dałam chłopakom mój numer jakby coś się działo i zostawiłam im Sarę. Zadzwoniłam po taksówkę i jak najszybciej pojechałam do pracy.
*oczami Erika*
- Marco to co robimy? za godzinę trening, a ta kolejka się na pewno nie skończy.
- Sam nie wiem. Jeden z nas na pewno musi tu zostać.
- Dobra to ja zastanę, a ty pojedź na trening.
- Alee wiesz Sara zna mnie dłużej może lepiej ja zostanę.
- Oj dobra już się zgodziłem to zostanę ty lepiej poćwicz rzuty wolne - zażartowałem żeby się niczego nie domyślił, ale cholernie mi zależało żeby zostać z Sarą.
- Dobra w takim razie ja jadę i powiem trenerowi, że nie mogłeś przyjechać. Jak będziesz dzwonił do Emily to mnie też o wszystkim powiadamiaj.
- Okej, to do jutra. - powiedziałem a on odszedł. Kurde Reus'owi też chyba zależy na Sarze. Ale co ja się dziwie jest to tak niesamowita dziewczyna, tylko niestety strasznie doświadczona przez los. Jak jakiś palant mógł ją tak uderzyć?? Muszę o tym dokładniej porozmawiać z Marco, albo może z Emily. Z przemyśleń wyrwała mnie Sara która jakby odzyskała przytomność.
- Yyy gdzie my jesteśmy?
- W szpitalu.
- Dlaczego??
- Zasłabłaś to cię tu przywieźliśmy.
- A gdzie Emily?
- Pojechała do pracy godzinę temu.
- I zostawiła mnie samą z tobą?
- Tak - poczułem jakby strach który objął Sarę. Gwałtownie się ode mnie odsunęła i usiadła sama na swoim krześle (wtedy się o mnie opierała) - Nie lubisz mnie, że tak się odsuwasz? - zapytałem się bo po prostu nie wiedziałem co myśleć. Zostałem z nią bo strasznie mi na niej zależało, a ona tak zwyczajnie się ode mnie odsunęła.
-Nie, nie o to chodzi Erik...
- To o co chodzi? - zapytałem, ale akurat przyszła nasza kolej więc nie uzyskałem odpowiedzi.
- Wejdę sama - powiedziała, ale nie miała nawet siły normalnie wstać z krzesła.
- Pomogę ci.
- Nie, Erik nie - nie czekałem na jej dokładniejsze wyjaśnienia tylko podprowadziłem ją pod drzwi gabinetu. Strasznie chciała wejść beze mnie, ale nawet pani doktor widząc w jakim jest stanie kazała mi wejść.
- Witam, co się stało? - nie czekając na odpowiedź Sary sam powiedziałem o tym co wydarzyło się w sklepie. Pani doktor kazała opowiedzieć Sarze kto, w jakich okolicznościach i dlaczego ją tak uderzył. Sara chyba się tego spodziewała i dlatego nie chciała żebym z nią wchodził, ale to przecież nic złego jakbym się dowiedział jak nazywa się ten pedał który ją walną. Zaszyłem się w koncie żeby Sara sobie o mnie nie przypomniała, a ona zaczęła opowiadać jak to jakiś chłopak rzucił ją bo straciła pracę, potem widziała go z dziewczyną która objęła jej stanowisko, ostrzegła ją żeby z nim zerwała bo on łaził z nią tylko dla kasy, a potem on przyszedł do jej domu, nawyzywał, uderzył i groził. Ostatnie słowa Sara mówiła już płacząc. Cała ta historia była dużo okropniejsza niż myślałem. Chyba dlatego Sara się tak przestraszyła jak dowiedziała się, że jest sama ze mną. Lekarka szybko ja przebadała i kazała jej wyjść i usiąść na korytarzu, a mnie zostawiła na rozmowę.
- Miała duże szczęście, że nie uderzył jej centymetr bliżej nosa. Siła była tak mocna, że mogłaby na zawsze stracić pamięć gdyby tylko uderzył ciut bliżej. Sara prawdopodobnie ma lekki wstrząs mózgu ponieważ uderzył ją strasznie silny chłopak, albo po prostu było dla niego bez różnicy czy bije worek treningowy czy dziewczynę. Kupcie jeszcze dzisiaj tę maść i niech Sara smaruję nią opuchliznę dwa razy dziennie, po za tym żadnego alkoholu najlepiej sama woda do picia. - Dała mi receptę na maść i kazała przyprowadzić Sarę bo musiała uzupełnić jej kartę. Kiedy wyszedłem z gabinetu zobaczyłem całą zapłakaną dziewczynę siedzącą na krześle.
- Sara, chodź, pani musi uzupełnić twoją kartę.- Kiedy wstała zobaczyłem całą zapłakaną twarz i okropny ból w jej oczach. Chyba kochała tego Ben'a bardziej niż nam wszystkim się zdaje.
- Jak nazywają się twoi rodzice Sara? - zapytała pani doktor uzupełniająca papiery, a ona stanęła jak wryta.
- Ja, ja nie mam rodziców. - odpowiedziała i jeszcze bardziej zalała się łzami. Ona sobie nie radziła z bólem który od pewnego czasu gromadził się w jej sercu. Było mi jej tak niewyobrażalnie szkoda, że sam chciałem już stąd jak najszybciej jechać.
- Dobrze to jakoś sobie poradzę, możecie iść.
Sara była tak rozwalona psychicznie, że usiadła na pierwszym wolnym krześle, a ja tuż obok niej.
- Tak mi przykro Saruś... - odezwałem się i wziąłem ją za rękę. Chciałem ją uściskać, wynagrodzić jej ten cały ból, ale nie miałem odwagi. Po za tym Marco....
- Ty i tak nic nie rozumiesz! Po co w ogóle słuchałeś jak mówiłam wszystko pani doktor... po co? To nie była twoja sprawa Erik... - dokończyła spokojnie, ale i tak nie wiedziałem co odpowiedzieć. Może rzeczywiście nie powinienem. Może to nie moja sprawa, a ona będzie mnie miała teraz za jeszcze gorszego, ale czego ona mnie nie toleruje? Przecież rano normalnie przytulała się z Marco więc czemu ze mną nie chce?
- Przepraszam.. - wyszeptałem, a ona na to machnęła ręką. - Chodź musimy kupić w aptece leki, tu są twoje rzeczy. - wręczyłem jej torebkę.
Pojechała ze mną do apteki chociaż strasznie protestowała. Ona się bała. Jak jechała sama ze mną czuć było, że się boi, nawet była gotowa do ucieczki.
- Naprawdę jestem takim potworem - zapytałem śmiejąc się. Chciałem ją trochę rozluźnić.
- Yyy sama nie wiem....
- Dobra chodź kupię ci maść na tą opuchliznę- powiedziałem z uśmiechem. Widziałem, że się wahała czy lepiej zostać w samochodzie czy iść do apteki, ale w końcu wybrała mnie^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz