"Nigdy nie rezygnuj z osoby,
na widok której
szybciej bije serce!"
*Erik*
Wracałem od jubilera ponieważ poszedłem kupić Sarze naszyjnik na przeprosiny. Kiedy przechodziłem koło domu Marco co robię często ponieważ tak prowadzi skrót z galerii do mojego domu usłyszałem głos Sary. Odwróciłem się i zobaczyłem, że Marco ją niesie, a ona śmiejąc się coś do niego mówi. Myślałem, że się załamie. Całowałem dziewczynę jednego z moich najlepszych kumpli?! Jestem skończonym idiotą. Mogłem się domyślić, że Sara tak szybko chciała ode mnie pójść bo kogoś ma. Ale, że Marco?! W sumie było widać, że on na nią leci. Nie powinienem jej zapraszać do siebie. Musiałem się dowiedzieć czy serio jest z Marco i czy wszystko już straciłem więc zadzwoniłem do Emily.
- Hej co tam? - zapytała
- Hej ja tylko na chwilę, mam pytanie co do Sary.
- No?
- Wiesz może czy ona jest z Marco?
- Z Marco? - parsknęła śmiechem - Serio myślisz, że mogłaby być z Marco?
- Wiesz widziałem jak świetnie się bawiła z nim przed jego domem.
- Słuchaj, ona się z nim świetnie dogaduje bo jest tak samo zryty w dobrym tego słowa znaczeniu oczywiście. Znasz ją krótko więc nie wiesz jaka to szalona dziewczyna, myślisz, że czemu z m i ł o ś c i wysmarowała Hummels'owi bluzkę? Bo jest tak samo szalony i świetnie się dogadują.
- Czyli myślisz, że do niego nic nie czuje?
- Przyjaźń pewnie tak. Erik ja świetnie wiem, że na niej ci strasznie zależy, ale dużo chłopaków leci na takie dziewczyny jak Sara, a ona ma do nich już strasznie małe zaufanie. Jeśli chcesz żeby ci się z nią udało musisz je bardzo powoli budować, a nie tak jak wczoraj to zrobiłeś.
- Echh czyli powiedziała ci wszystko?
- No wiesz ktoś musi jej pomagać, ale spoko broniłam cię, a teraz muszę kończyć. Do jutra i nie popsuj niczego to uda ci się z Sarą uwierz mi świetnie ją znam i widzę jak na ciebie patrzy tylko ona sama jeszcze musi dojść do tego, że jesteś odpowiedni dla niej.
- Okej dzięki wielkie, kochana jesteś. Pa
- Nie mów tak do mnie przy Sarze hahahahaha no cześć. - Powiedziała i się rozłączyła. Fakt nie mogę tak mówić. Musze wymyślić jak przeprosić Sarę, ale to zrobi się później. Zadzwoniłem do Jonasa który niestety nie mógł z nam jechać na Minorkę.
- Siema.
- Cześć wbijasz do mnie? Playstation wolne.
- Dobra, teraz?
- Tak chodź, za chwilę będę w domu.
- Spoko to cześć.
*****
*Rankiem*
*Emily*Razem z Sarą byłyśmy już gotowe. Wczoraj nakupiłam mnóstwo czasopism o sporcie, modzie, gwiazdach... o wszystkim co było do kupienia, żeby mieć co czytać na plaży. Zniosłyśmy walizki z góry i akurat do drzwi zapukał Marco. Otworzyłam mu bo Sara wyjmowała jogurty z lodówki.
- Hej, gotowe?
- Czekaj jeszcze śniadanie.
- No to szybko. Wezmę wasze walizki. - podniósł tylko jedną i jego reakcja była odrobinę zaskakująca - Jeju co wy tu wpakowałyście?
- Ubrania? (y)
- Dziewczyny - wymamrotał pod nosem - a ja myślałam, że się z sikam jak zobaczyłam jego minę. Zjadłyśmy szybko śniadanie i pojechaliśmy na lotnisko.
*Sara*
Na lotnisku już byli: Marcel, Mats, Łukasz, Erik i Mario.
- No to wszyscy są- powiedział zadowolony Mario.
- Wszyscy? Tak mało osób? - zdziwiłam się.
- No wiesz jakoś mało osobom odpowiadała Minorka.
- A czemu jesteście bez swoich dziewczyn? - może to pytanie zabrzmiało dziwnie, ale myślałam, że poznam dziewczyny chłopaków i będę miała z kim plotkować.
- No wiesz akurat tak się składa, że jesteśmy singlami, a żona Łukasza z dzieckiem wolała pojechać do Polski - odpowiedział Marcel. A no fakt Łukasz jest Polakiem.
- Ej Łukasz, a Ewa pozwoliła ci tak jechać samemu do Hiszpanii? - zapytałam się trochę nie składnie, ale po polsku. Wszyscy oprócz Emily patrzyli na mnie jakbym była niebieska, a w szczególności Łukasz który zrozumiał co mówię.
- Ty znasz Polski? - zapytał po naszemu i nikt nie wiedział o co chodzi.
- Moi rodzice byli Polakami więc nie widzę nic dziwnego w tym, że mówię po polsku. - zaśmiałam się.
- Wow nie wiedziałem. - odpowiedział.
Potem musiałam wszystkim tłumaczyć, że moi rodzice byli Polakami tak jak cała moja rodzina, ale ja urodziłam się w Niemczech i mam obywatelstwo niemieckie, a polskiego używałam w domu przeplatając go z niemieckim. Ciocia do mnie po polsku, a ja trochę po tym trochę po tym bo uczyłam się i niemieckiego i polskiego na raz więc nie było mi łatwo. Dopiero później nauczyłam się nie plątać tych języków. Wsiedliśmy do samolotu. Miejsca były dwu osobowe. Myślałam, że usiądę z Emily, ale ona bardzo chciała z Marcelem więc jej nie zatrzymywałam. Marco siadł z Mario, Łukasz z Mats'em, a mi oczywiście został Erik.
- Emily zrobiłaś to specjalnie! - krzyknęłam do niej.
- Też cię kocham. - wystawiła mi język.
Nie miałam innego wyjścia więc musiałam z nim usiąść. Przez pierwszą godzinę lotu nie odzywaliśmy się do siebie. Ja interesowałam się wszystkimi innymi, a on nie wiem co robił. Marco z Mario grali na PSP. Mats z Łukaszem robili jakieś dziwne nie zrozumiałe dla mnie rzeczy, a Emily spała na ramieniu Marcela. W końcu nastała bardzo, bardzo nie chciana prze ze mnie chwila, Erik zaczął rozmowę:
- Sara przepraszam, że tak wtedy wyskoczyłem z wiesz czym. To wszystko moja wina ja nie chcę cię stracić, strasznie mi się podobasz. Zaczarowałaś mnie swoim urokiem, osobowością, ja, ja chciałbym ci pomóc żebyś zapomniała o nim i żeby w ogóle było ci lepiej, ale jeśli jest ktoś o kim nie wiem i wolisz go ode mnie to daję ci wolną rękę. - nie wiedziałam co odpowiedzieć. W sumie Erik to naprawdę super chłopak. Pamiętam jak zrezygnował z treningu żeby być przy mnie w szpitalu, wtedy bardzo mi zapunktował. Mi coś odwalało psychicznie, a on mimo, że mnie prawie nie znał siedział ze mną i próbował mnie wesprzeć. Nie wiem czy dobrze zrobiłam czy nie, ale nie chciałam się na niego gniewać, bardzo go lubiłam:
- Przyjaźń? - zapytałam i zobaczyłam w jego oczach niby ulgę, a za razem nie dosyt.
- Tak się cieszę, że się już nie gniewasz - powiedział i mnie przytulił.
- Ej, ej, ej przyjaźń, a nie jakieś przytulańce - powiedziałam udając oburzoną
- Sorry. - powiedział puszczając mnie.
- Dobra żartowałam - uściskałam go. - Też się cieszę, że się nie gniewasz, że tak wybiegłam z twojego domu, ale naprawdę musiałam zdążyć do pracy. - dziwiłam się sobie, że to mówię, ale czułam się świetnie przytulona do Erika, nie chciałam go puszczać, ale mógłby pomyśleć, że mi na nim zależy czy coś. Oczywiście zależało mi na nim, ale jako przyjacielu, a na pewno nie jako chłopaku. Dalsza droga przeleciała mi naprawdę szybko ponieważ ze dwie godziny strzelałam się gumkami z Hummels'em siedzącym na przeciwko. Czasem obrywał Łukasz albo Erik, ale jakoś przeżyli. Późnym popołudniem dotarliśmy na miejsce. Mario zarezerwował naprawdę ładny hotel bardzo blisko plaży. Pokoje były dwuosobowe i tym razem nie pozwoliłam Emily być z Marcelem.
- Dobra co wy na to żeby przejść się na plaże za pół godzinki? - zapytał Mario. Wszyscy się zgodzili więc poszłam z Emily do naszego pokoju. Był on naprawdę duży z pięknym widokiem na morze.
- Jeju, ale tu jest super! - krzyknęłam do przyjaciółki z balkonu.
- No mi też się podoba - usłyszałam głos Marco i zaczęłam się oglądać. - Wyżej! - krzyczał i podniosłam głowę.
- O nie - mruknęłam do Lili
- Co?
- Reus ma nad na mi pokój.
- Oj misiu nie przejmuj się tak!
- A ty niedźwiedziu idź się przebieraj na plaże! - krzyknęłam do niego.
- A ty też i uważaj bo sam cię do wody wrzucę!
- Możesz pomarzyć nie uda ci się misiu hahahaha
- Zobaczymy, zobaczymy - powiedział i wszedł do swojego pokoju.
Emily już była gotowa więc ja się przebrałam i wyszłyśmy przed hotel. Tam siedzieli już Mats i Marcel. Schmelzer szybko zabrał mi Lili więc ja żeby nie stać sama poszłam i usiadłam Mats'owi na kolanach.
- Podoba ci się tu? - zapytał
- No strasznie, a tobie?
- Też, kiedyś już tu byłem jak poznasz Minorkę dokładnie to się zakochasz.
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się - jak byłam w Portugalii też było super, ale tu jest jeszcze lepiej - powiedziałam kiedy to wybiegł z hotelu Mario z czymś w ręku pchając za sobą drzwi żeby szybciej się zamknęły. Nagle za nimi zobaczyłam Reus'a który ledwo wyhamował żeby w nie nie walnąć.
-Chodźcie na plaże szybko - krzyczał biegnący Mario - Łukasz z Erikiem zaraz do nas dołączą.
Kiedy znaleźliśmy się przy brzegu Marco nadal nie miał tej rzeczy którą zabrał mu Mario. Widać było, że Gotze też nie wie co robić bo Reus przestał go gonić i nigdzie go nie było widać. Nagle ktoś mnie podniósł i wbiegł ze mną do wody.
- Mówiłem, że mi się uda - powiedział Marco, a ja złapałam się go kurczowo za szyję żeby tylko nie dotknąć wody.
- Ej Marco powiem ci coś naprawdę ważnego, ale mnie nie puszczaj okej?
- Dobra.
- Większego idioty od ciebie nie znałam.
- Ej no misiu - powiedział i zanurzył się trzymając mnie na rękach.
- Nie żyjesz! - puścił mnie i zaczęłam go gonić co w wodzie nie udawało się najlepiej. Przypłyną do nas Mario.
- Co jest?
- Zabijesz go za mnie? - wskazałam na Reus'a
- Mario proszę zlituj się - błagalnie mówił Marco
- Zastanowię się - odpowiedział. Nie chciałam już siedzieć w tej wodzie więc chlapnęłam Marco wodą prosto w twarz i poszłam na plażę.
- Co czytasz? - zapytałam Lili
- Jakieś coś o gwiazdach - uśmiechnęła się.
Siedziałyśmy potem na plaży i patrzyłyśmy jak chłopaki świetnie się bawili bo przyszli już Erik i Piszczu. Szybko im się znudziła ta "super" zabawa w zanurzanie się nawzajem i przyszli na plaże.
- Gramy w butelkę? - zapytał Hummels
- Czemu nie? A ma ktoś jakąś?
- Ja mam - wtrąciła Emily więc usiedliśmy w kółku, a butelkę położyliśmy na kocu żeby się jakoś kręciła.
Najpierw padło na Marco, a zadawał mu Mats jako pomysłodawca gry.
- Uuu Marco no więc pytanie czy wyzwanie?
- Yyy wyzwanie.
- Podejdź do tamtej starszej pani i zaproponuj wspólne piwo - wybuchnęliśmy śmiechem.
- A jak się zgodzi? - zapytał przestraszony
- To się okaże czy jesteś dżentelmenem czy nie hahahah
- Nie śmiałbym się tak.- powiedział i podszedł. Na szczęście nie musiał nikomu stawiać piwa bo ta pani się na niego wściekła i zaczęła go wyzywać chyba po francusku i nikt jej nie rozumiał. Spłoszony Marco szybko podbiegł do nas, a ta pani skosiła go wzrokiem.
- Nienawidzę cię Hummels - mruknął i usiadł z powrotem w kółku. Padło jeszcze na parę osób, ale zadawali sobie tylko jakieś nudne pytania. Tym razem butelka wylądowała między mną, a Erikiem który siedział koło mnie. Nikt nie mógł dojść na kogo padło więc zamiast kręcić jeszcze raz mój kochany debil Hummels wpadł na "świetny" naprawdę "świetny" pomysł.
- Ej zadajmy im razem.
- Dobra to zadawaj bo ty kręcisz - powiedziała szczęśliwa Emily. Po minie Mats'a wiedziałam, że nie wpadł na dobry pomysł.
- Wejdźcie razem do wody po szyję i się pocałujcie.
- Nie, Hummels nie! Nie ma takiej opcji - zaczęłam na niego krzyczeć, a Erik siedział cicho.
- Przykro mi kochana taka gra - pokazał mi język
- Nienawidzę cię! - powiedziałam i zaczęłam rozbierać się do stroju.
Był już wieczór i trochę chłodno więc wcale nie miałam ochoty wchodzić do wody. Kiedy zamoczyłam stopy znienawidziłam Hummels'a jeszcze bardziej. Odwróciłam się w jego stronę, a on się ze mnie śmiał i to tak jakby miał się zeszczać za chwilę.
- Chodź - powiedział Erik. Podał mi rękę i się uśmiechną. Weszliśmy po tą przeklętą szyję, a ja myślałam, że zamarznę. Ogólnie woda może nie była jakaś mega zimna, ale dla mnie była!
- Jak nie chcesz to nie musimy się całować - spokojnie powiedział.
- No co ty oni się lampią nie wybaczą nam tego.
- Trudno, nie będę cię zmuszał.
- Oj dobra to tylko raz, w sumie Hummels ma rację "taka gra", ale zemszczę się na nim.
Erik wziął mnie na ręce i popatrzyliśmy sobie w oczy. Miał prześliczne, głębokie szaroniebieskie oczy. Przyłożył swoje wargi do moich. Moje ciało przeszedł dreszcz. Położyłam ręce na jego umięśnionej klatce. Czułam się świetnie w takim stanie. To nie było to co czułam całując Bena, ani to co czułam jak Erik całował mnie w swoim domu chodź wcale tego nie chciałam. Nagle usłyszeliśmy " Uuuuu" co wytrąciło nas strasznie z równowagi. Wróciliśmy do koła, a oni powiedzieli, że już nie gramy bo za późno.
- Ej nie! Hummels specjalnie to zrobiłeś żeby zadać mi zadanie, a potem skończyć żebym nie mogła się zemścić!
- Może...
- Jutro nie żyjesz! -wydarłam się i zaczęłam go gonić. Niestety jedyne co mi się udało to walnąć go moim ręcznikiem bo torbę za kare niósł mi Reus.
- Spokojnie, spokojnie - zatrzymywała mnie Emily. Kiedy weszłyśmy do naszego pokoju Lili zaczęła przegrzebywać walizkę żeby znaleźć "tę odpowiednią" jak mi wytłumaczyła.
- A gdzie się tak szykujesz?
- Na kolacje z Marcelem.
- Ooo, a gdzie idziecie?
- Nie wiem on coś znalazł, chodź szybko pomóż mi wymyślić w co się do niej uczesać - przyłożyła do siebie śliczną, kobiecą, granatową sukienkę.
- Yyy zostaw rozpuszczone tylko loczki sobie zrób - uśmiechnęłam się - a na którą cię zaprosił?
- 21:30
- No to się ubieraj szybko bo nie zdążysz i co on sobie pomyśli hahahaha
- Dobra, dobra pędzę haahhaha nagrzejesz mi lokówkę?
- Już pędzę - powiedziałam i walnęłam się w róg łóżka. - Fuck! - Doskoczyłam do łazienki na jednej nodze i podłączyłam lokówkę do prądu. Nagle ktoś zapukał do pokoju.
- Ja otworze ty się szykuj - powiedziałam i otworzyłam drzwi. Stał w nich Mario, a za nim Erik. Jak go zobaczyłam poczułam się jakby tysiące motyli przelatywało przez mój brzuch. Serce zaczęło mi bić szybciej i miałam wrażenie, że jestem cała oblana rumieńcem.
- Idziecie na kolacje?
- Ja tak, Emily nie- powiedziałam z uśmiechem.
- To chodź bo zaraz przestaną wydawać - odezwał się Erik.
- Dobra poczekajcie moment. - zamknęłam drzwi - Emily dasz radę się sama przygotować?
- Tak jasne możesz iść.
- Dzięki.
- Ja też dziękuję - uśmiechnęła się do mnie. Poprawiłam makijaż i wyszłam. Przed drzwiami nadal czekał Mario i Erik.
- A gdzie reszta? - zapytałam.
- Już na dole w restauracji. - Nie chciało mi się z nimi gadać szczególnie, że nie wiedziałam jak zacząć rozmowę z Erikiem. Weszliśmy na hotelową salę gdzie wydawali posiłki. Zobaczyłam w rogu chłopaków którzy już jedli. Szybko wybraliśmy sobie coś ze szwedzkiego stołu i dosiedliśmy się do nich. Nie chciało mi się za bardzo jeść, ogólnie byłam nie w humorze i bolał mnie brzuch. Zjadłam przed nimi i nie czekając aż wszyscy razem wyjdziemy oznajmiłam, że idę do pokoju.
*Erik*
Sara była jakaś nie w humorze przez całą kolację i szybko chciała iść do pokoju. Nikt jej nie zatrzymywał bo widzieliśmy, że jest z nią coś nie w porządku, a Marco podpisywał się akurat jakiejś dziewczynce i nawet nie usłyszał oznajmienia Sary. Patrzyłem się jak wychodzi bo akurat siedziałam naprzeciwko drzwi. Wyglądała jakby ledwo szła. Potem zobaczyłem, że przytrzymała się drzwi bo gdyby nie to upadłaby.
- Ej chłopaki ja tez idę - powiedziałem pośpiesznie
- Uuu a co ci się tak do Sary śpieszy?? - zażartował Mario i wtedy Reus się ocknął.
- A gdzie ona jest?
- Poszła do pokoju bo źle się czuła - wyjaśniłem i wyszedłem z sali. Zobaczyłem Sarę ledwo idącą po korytarzu. Złapałem ją żeby pomóc jej iść.
- Niedobrze ci?
- No i to bardzo, kręci mi się w głowie. Erik ja nie dojdę do pokoju. - powiedziała trochę wystraszona. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem pod pokój z którego właśnie wychodziła Emily.
- Rany boskie co się stało?
- Nic, nic idź na tą randkę, nie przejmuj się mną. - wymamrotała ledwo żyjąca Sara.
- Nie, nie zostawię cię w takim stanie zaraz powiem Marcelowi, że pójdziemy jutro.
- Nie Emily idź ja się nią zajmę, spokojnie - powiedziałem.
- Mogę? - zapytała spoglądając na Sarę
- Nie przejmuj się mną, nie psuj sobie randki, idź już bo się spóźnisz.
- Dobra to ja spadam, połóż ją na łóżku z podniesionymi nogami.
- Okej, okej nie martw się o nas. - Powiedziałem i wszedłem do pokoju z Sarą. Położyłem ją na łóżku i zgodnie z zaleceniem Emily położyłem jej poduszki pod nogi. Nie wiem czemu tak, ale ja tam się nie znam więc wolałem robić co kazała. Po jakiś dziesięciu minutach odezwała się Sara.
- Dzięki, że nadal ze mną jesteś, już mi trochę lepiej - uśmiechnęła się
- Nie ma sprawy - dałem jej buziaka w policzek, a ona ku mojemu zdziwieniu nie odsunęła się.
*Emily*
Marcel zabrał mnie do jakiejś eleganckiej restauracji z pięknym widokiem na morze i otaczające je skały. Było naprawdę ślicznie i romantycznie. Czekając na jedzenie nie wiedziałam czy patrzeć się na piękne niebieskie oczy Marcela czy cudowny widok za szybą. Jednak wolałam Marcela który zaczął rozmowę.
-Podoba ci się tu?
- Bardzo tu jest przepięknie!
- Cieszę się - ślicznie się uśmiechną.
- A tobie?
- Też, ale wiesz co bardziej mi się podoba?
- Co?
- Ty. - trochę mnie zdziwiła jego odpowiedź.
- Yyy ty mi też - uśmiechnęłam się.
Jedliśmy i rozmawialiśmy. Marcel ma naprawdę niesamowity charakter i do tego jest przystojny. Rozmowa bardzo nam się kleiła i z każdym słowem zakochiwałam się w nim jeszcze bardziej. Kiedy wyszliśmy z restauracji blondyn zaproponował spacer po brzegu morza. Szliśmy razem trzymając się za ręce. Było naprawdę fantastycznie. Nigdy nie byłam w nikim tak zakochana jak w Marcelu. Przystanęliśmy przy jednej ze skał. Piłkarz spojrzał mi prosto w oczy.
- Emily ja nigdy nie byłem tak zakochany w żadnej dziewczynie jak w tobie. Chciałabyś ze mną chodzić? - zapytał i założył mi śliczną srebrną bransoletkę z doczepionym serduszkiem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek. Może się wzburzało więc postanowiliśmy wrócić do hotelu.
*W tym samym czasie*
*Marco*
Siedzieliśmy sobie wszyscy oprócz dwóch par zakochańców i graliśmy w karty, potem nam się znudziło więc poszukaliśmy jakiegoś klubu na imprezę jutro, a potem zaczęliśmy grać w butelkę. Było jakoś nudno, nie było Durm'a który by rozkręcił towarzystwo, Sary której z Hummels'em pewnie by odwalało i Marcela i Emily których też mi brakowało. W ogóle nie miałem humoru chciałem przestać grać i iść spać, ale akurat wypadło na mnie.
- Uuu Marco - powiedział Mario z miną pedofila.
- Szybko dziecko bo nie mam humoru - powiedziałem, ale i tak się śmiałem bo jak Mario robi takie miny zawsze mnie to śmieszy.
- No dobrze skoro szybko to nie mam czasu wymyślić czegoś lepszego dla ciebie. Zadanie brzmi: prześpij się z Sarą. - wyszczerzył się
- Co?? Nie!
- Spokojnie Marco to tylko gra - wtrącił Hummels
- Ale dlaczego? - zapytał zdziwiony Mario
- Bo to moja przyjaciółka, a po za tym podoba się Erik'owi nie widzicie tego?
- Jeju to przecież tylko zadanie nie będzie się gniewał. - powiedział Łukasz
- Weź mi coś innego zadaj proszę.
- Marco w podstawówce się zadania zmieniało, chodźcie wbijamy do niej wszyscy! - zarządził Mario
*Erik*
Siedziałem przy Sarze, a ona zasypiała więc zabrałem jej te poduszki spod nóg i odwrotną stroną położyłem pod głowę. Przykryłem ją kołdrą i nadal przy niej siedziałem kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem, a tam stali chłopaki.
- Cześć wbijamy do was! - głośno powiedział Mario
- Czekajcie bo Sara śpi obudzicie ją.
- No widzisz... - Powiedział do niego Reus nie w humorze.
- A co? - zapytałem
- Marco musi się z nią przespać - powiedział Mats, a ja nie wiedziałem co sobie myśleć.
- Zadanie w butelce - wyjaśnił zniechęcony. Potem trochę gadaliśmy bo ja byłem przeciw, ale niestety inni za, a nie było Emily która by mnie wsparła. Niech się bawią, ale Sara dzisiaj ledwo żyła, mogliby dać jej spokój. W końcu musiałem się zgodzić bo ich była zdecydowana większość. Poszedłem do pokoju i akurat spotkałem wracających z randki Marcela i Emily.
- Hej co taki smutny idziesz? - zapytał.
- Idźcie do pokoju Sary to zobaczycie.
______________________________________________
Mamo od pewnego czasu w ogóle mi się nie podobają rozdziały które dodaje -,-
Już niestety zaczęła się szkoła ;c więc nie wiem kiedy kolejny rozdział ;/
No nieźle, nieźle...
OdpowiedzUsuńErik i Sara <3 I jak to opisujesz te ich pocałunki, rozmowy to tak jakby w Twoich słowach były uczucia, cudowne <3 Hummels ten zawsze coś wymyśli haha :D Ej ale zabawa zabawą mam nadzieję, że tam w pokoju Sary jednak do niczego takiego nie dojdzie :/
Ogólnie blog jest dobrze prowadzony i ciekawi mnie co będzie dalej :) Zapraszam do siebie na nowy blog! :D Liczę na Twój komentarz :)
Buziaki :* ;*