"Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same."
Obudziłam się o dziwo na łóżku. W ogóle nie pamiętam kiedy zasnęłam. Erik siedział koło mnie i chyba wstając wyrwałam go z przemyśleń.
- Dzień dobry - uśmiechnął się.
- Hej - wstałam z łóżka i dałam mu buziaka w policzek. Nagle uświadomiłam sobie jedną rzecz.
- Ej gdzie Emily? - szybko zapytałam - miała wrócić z tej imprezy wczoraj, coś się stało? - zaczęłam wystraszona latać po pokoju. Erik złapał mnie za rękę i zaczął się ze mnie śmiać.
- Spokojnie, wszyscy cali i zdrowi tylko może na kacu. Wczoraj jak zasnęłaś wrócili i tylko Emily z Marcelem trzymali się na nogach. Reszta troszkę piła - zaśmiał się na słowo "troszkę" - Emily spała z Marcelem, ja tu z tobą, a chłopaki mieli "umieralnie" w pokoju Marco i Mario. Nie masz się co przejmować kochana. - przytulił mnie, a ja dopiero od wczoraj wiedziałam, że tak naprawdę go kocham. Odwzajemniłam uścisk i wtedy do pokoju weszła Emily ze swoim chłopakiem.
- Oooo jakie zakochańce - podbiegła do nas zadowolona i też uściskała.
- Ej ej ej - z uścisku wydostał się Erik - pozwoliłem ci mnie dotykać? - spojrzał ostro na Emily, a ona jakby nie wiedziała o co chodzi.
- Yyy sorry?
- Dobra przecież żartowałem no hahahaa - i znowu wszyscy się uściskaliśmy tym razem także z Marcelem.
Kiedy już się puściliśmy poszłam się ubrać, a oni się czymś zajęli w pokoju.
Szybko włożyłam na siebie coś takiego:
I wyszłam z łazienki. Ehh ile razy to ja żałowałam, że mam tak jasne włosy. Może by się kiedyś przemalować? Na razie na to nie było czasu.
- Idziemy na śniadanie? - zapytał Marcel jak mnie zauważył.
- No chodźmy, a potem zajrzymy do pijaków. Jeszcze trzeba po Łukasza wstąpić bo on się trzyma, może po dwóch kieliszkach jest. - powiedziała Emily i cała trójka wstała z łóżek na których siedzieli.
- To ja pójdę po Łukiego - oznajmiłam i podążyłam ku wyjściu.
- Czekaj idę z tobą - dogonił mnie Erik.
- Dobra to czekamy na śniadaniu. - powiedziała Emily, wzięła swoją torebkę i też poszli do drzwi.
Kiedy byliśmy już parę kroków od nich odezwał się Erik.
- Ślicznie wyglądasz, wiesz?
- Teraz już tak. - zaśmiałam się.
Kiedy weszliśmy na piętro blondyn się zatrzymał.
- Wiesz.. miałem się ciebie już wcześniej zapytać, ale potem się pokłóciliśmy. Czy... czy chciałabyś może być moją dziewczyną?Troszkę mnie przytkało. Chciałabym wykrzyczeć, że tak, bardzo tego pragnę, ale za razem być dziewczyną sławnego piłkarza na którego lecą tysiące dziewczyn z całego świata? Trzeba by nad tym głębiej pomyśleć. On może mieć każdą, a wybiera mnie. Ciekawe czy na długo. Od wczorajszych wydarzeń, tych uczuć które mnie rozpierały wiedziałam, że go kocham, ale czy on kocha mnie czy tak tylko mu się zdaje i za tydzień czy dwa rzuci mnie dla jakiejś innej? Zobaczyłam, że się nie cierpliwi. Chyba dość długo nie odpowiadałam. Wiem, że nie będzie ze mną dla kasy tak jak Ben. Oj co ja tak wszystkich do tego Bena porównuję? Czemu nie mogę tak normalnie o nim zapomnieć? Teraz byłam zła sama na siebie. Dobra Erik to nie Ben. Wzięłam głęboki oddech. Czemu by nie spróbować? Emily się dobrze układa z Marcelem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - uśmiechnęłam się.
- A ty nawet nie wiesz jak się cieszę - przytulił mnie. - Kocham cię rozumiesz? - szepnął mi do ucha, a jak mnie postawił na ziemi puścił mi oczko i wiedziałam, że nawiązał do moich wczorajszych słów.
- Dobra chodźmy po Łukasza no bo oni już zjedli chyba.
Po pięciu minutach razem z Łukaszem byliśmy na śniadaniu. Kiedy dosiedliśmy się do nich Lili nic nie umknęło - niestety. Myślałam, że czas z Marcelem jej szybko minie i nie zauważy że długo nas nie było.
- Zgubiliście się czy coś? - zażartowała, a my z Erikiem wymieniliśmy się spojrzeniami.
- Bo wiesz tak jakoś wyszło, że po drodze zostaliśmy parą... - zaczęłam jej tłumaczyć, ale ona już umierała ze szczęścia jak jakaś najarana nastolatka.
- Ale supcioo - podbiegła do mnie i uściskała.
- Ej no spokojnie bo jeszcze zerwie ze mną bo zdradzam go z tobą hahahaha - zaczęłyśmy się śmiać, a Lili mnie puściła.
- Sorki hahahaha
- Ej ja tu jestem nie musi być na "on"
- Oj musi, musi Ericzku - dałam mu buziaka.
- Ej no nie przy mnie te miłości, ja żonę zostawiłem w Polsce - oburzył się Łukasz.
Zjedliśmy w ciszy zresztą jak zawsze gdy nie było z nami Marco, Mats'a lub Mario. Zawsze się zastanawiałam czy to przypadek, że wszyscy nazywają się na "M" jeszcze z Marcelem czyli przyjacielem Mats'a.
- Dobra chodźmy do pijaków. Kto tam w ogóle leży? Mats, Marco, Mario, ktoś jeszcze? - zapytała Emily.
- Nie, na szczęście tylko trójka - zaśmiał się Marcel.
*Emily*
Weszliśmy do ich pokoju i zastaliśmy wszystkich leżących tak jak ich wczoraj zostawiliśmy. Mats leżał na kanapie z której się prawie zsunął, a Marco i Mario na łóżkach. Kiedy ich wybudziliśmy co nie było łatwe żaden z nich nie czuł się najlepiej.
- Może pójdę po jakieś leki na ból głowy. - zaproponowała Sara.
- A masz coś?
- Ze dwie tabletki będą, a ty masz jakieś?
- Niestety. - odparłam - Musimy pójść do apteki.
- Dobra to ja pójdę. - oznajmił Marcel.
- To ja idę z tobą, okej? - zapytałam, a on przytaknął głową. - Dajcie chłopakom trochę wody. - spojrzałam na Sarę.
- Okej, nie masz co się martwić.
Wzięłam torebkę i razem z Marcelem wyszliśmy z hotelu. Chciałam sobie wszystko spokojnie przemyśleć bo czułam, że razem z Sarą oddalamy się od siebie. Nie chciałam nigdy zostawić jej z problemami, ale teraz jak ich nie ma i zaczęła mocniej przyjaźnić się z chłopakami czułam się w ogóle jej nie potrzebna, jakby olewana. Za czasów liceum w ogóle tak nie było. Byłyśmy przyjaciółkami jak z bajki! Oczywiście kłóciłyśmy się to normalne, ale było naprawdę zajebiście. Achhh te nasze odpały. Szkoda, że teraz tak nie jest, ale chyba obie po prostu dorosłyśmy.
- Co taka cicha jesteś? - po pewnym czasie zapytał Marcel.
- Ehh wiesz tak sobie myślę... nie masz przypadkiem wrażenia, że razem z Sarą yyy jakby to powiedzieć, nie wiem oddalamy się od siebie? Już nie jest tak jak kiedyś. - powiedziałam smutnym głosem.
- Wiesz, nie wiem jak było kiedyś. - zaśmiał się. - Ale przecież możesz z nią porozmawiać, pewnie przyzna ci racje skoro jesteście jak siostry, może ona jeszcze o tym nie myślała, przecież sama widzisz, że ona jednego dnia płacze, a drugiego nie może przestać się śmiać.
- Może masz racje, Pogadam z nią,
Kupiliśmy w aptece jakieś lekarstwa które poleciła nam farmaceutka i szybkim krokiem poszliśmy do hotelu. Weszliśmy do pokoju:
- O wreszcie jesteście - uśmiechnął się Erik. Chłopaki już siedzieli i pili wodę. Hmm i tak postęp jeszcze z pół godziny temu umierali na łóżkach. Dałam im szybko tabletki i zajęliśmy się planowaniem dzisiejszego dnia który właściwie był przed ostatnim. Kiedy chłopaki już byli w stanie normalnie funkcjonować poszliśmy nad morze na ostatnią kąpiel i fotki. Nad morzem było chyba najlepiej od czasu kiedy graliśmy tam w butelkę. Różne odpałowe zdjęcia z chłopakami, ale także romantyczne z Marcelem^^ wyszły naprawdę super. Ten dzień będę wspominać naprawdę świetnie. Poszliśmy razem na kolacje do jednej z knajp niedaleko ponieważ obiad hotelowy minął nam dwie godziny temu, a my zobaczyliśmy to dopiero teraz. Zjedliśmy razem pizze, ale potem każdy rozszedł się w swoją stronę, daliśmy sobie coś w stylu czasu wolnego. Chłopaki gdzieś poszli, a ja z Marcelem wybrałam się na ostatni spacer.
*Erik*
Poszliśmy z Sarą brzegiem morza. Było naprawdę przyjemnie. Słońce zbliżało się ku zachodowi niebo było prawie bezchmurne od góry niebieskie schodzące w różowy. Dawno nie widziałem takiego nieba nawet tu na Minorce.
- Ślicznie tu co nie? - zaczęła Sara.
- No pięknie. - oboje zachwycaliśmy się widokiem idąc przed siebie kiedy znaleźliśmy się w zupełnie
pustej zatoczce.
- Wow, skąd wiedziałeś, że jest tu takie miejsce? - zapytała zachwycona blondynka i zaczęła biegać po pustej plaży. Czasami była jak taka śliczna, mała dziewczynka, to też w niej uwielbiałem.
- Właściwie to nie wiedziałem - uśmiechnąłem się.
- No to odkryliśmy super miejsce! - wpadła mi w ramiona - Szkoda, że jutro wieczorem wyjeżdżamy.
- Ja nie żałuje - zaśmiałem się.
- Dlaczego?
- Teraz jak jestem z tobą to fajnie będzie w Dortmundzie. - uśmiechałem się - Nie chcesz znaleźć swojego mieszkania? Ja chętnie ci pomogę, albo możesz do mnie się wprowadzić.
- No chcę, nie chce mieszkać z Emily bo mam wrażenie, że się jej narzucam i to tak mocno. Ale nie mam tyle pieniędzy żeby kupić nowy dom. Jak wrócimy to muszę polecieć do Berlina i zająć się starym, a potem pomyślę o nowym w Dortmundzie.
- Nie martw się o kasę, Sara to jest najmniejszy problem... dobra nie gadajmy o tym teraz. Mam coś dla ciebie, wiesz?
- No teraz to już tak. - śmiała się. Wyjąłem z kieszeni eleganckie pudełeczko i wręczyłem Sarze. Otworzyła je i uniosła kąciki swoich ust do góry.
- Jejciu dziękuje - przytuliła się do mnie. - Nigdy nie dostałam takiego prezentu, właściwie to od chłopaka nigdy nie dostałam jakiegoś prezentu który troszkę by go kosztował.- głośno myślała.
- Daj założę ci - wyjąłem go z pudełeczka i zapiąłem Sarze na szyi. - To tak trochę na przeprosiny, wybacz ja naprawdę wtedy nie chciałem... - pogubiłem się trochę, ale Sara chyba nie zwróciła na to uwagi.
- Daj spokój tamto już było, nie wracajmy do tego oki?
- Dobra wybacz.
- No wybaczam, no przecie hahahah - i znów prawie lała ze śmiechu aż musiałem ją łapać. Ta dziewczyna mnie rozbrajała w jednym momencie tak zmienić humor to naprawdę sztuka, przynajmniej dla chłopaka. Wziąłem ją na ręce i podbiegłem do jednej ze skał. Usiedliśmy przy brzegu bardzo blisko siebie i trzymając się z ręce zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy o cięższych i lżejszych tematach, a czasem w ogóle nic nie mówiliśmy. Mi wystarczyła tylko ona przy boku. Nawet nie zauważyłem kiedy morze zaczęło się wzburzać i robić się ciemniej.
- Ej może chodźmy już. patrz jaka pogoda. - zaproponowałem.
- Chyba masz racje, która w ogóle godzina? - spojrzałem na zegarek.
- 22:03.
- Co? 22? Już? Jeju dopiero 18 była chodźmy już, zaraz będzie lać. - Szybko wzięliśmy swoje rzeczy, ale właściwie już nie było czasu na ucieczkę. Tak jak Sara powiedziała zaraz zaczęło padać. Chwilkę kropiło, ale potem deszcz już nas nie oszczędzał. Biegliśmy środkiem plaży trzymając się za ręce. Zatrzymałem się.
- Sara to nie ma sensu.
- Wiem, dalej możemy iść.- Zimno ci? - zapytałem.
- Troszkę..
- Przecież widzę, że się trzęsiesz. - W torbie miałem bluzę której od dwóch dni zapomniałem z niej wyjąć, ale teraz tego nie żałowałem. Przestało lać, ale nadal padało, było prawie ciemno, światło dawało jedynie oświetlenie miejskie. Wyjąłem bluzę i pomogłem ją założyć Sarze.
- Jeju ty to o wszystkim myślisz - powiedziała z uniesioną głową ponieważ patrzyła mi prosto w oczy, a ja w jej. Były naprawdę piękne teraz też się trochę błyszczały, ale myślę, że Sarze po prostu było zimno, zresztą nie ściemniajmy mi też. Złapałem ją w tali nadal nie odrywając wzroku od jej pięknych oczu. Przyłożyłem swoje wargi do jej i przestraszyłem się, że tego nie chce, ale kiedy odwzajemniła pocałunek moje ciało przeszedł dreszcz. Było mi zimno, ale w jednym momencie zdjąłbym koszulkę bo było mi tak gorąco. To właśnie jest miłość? Chyba właśnie to się czuje kiedy całuje się tą odpowiednią osobę. Wplątałem dłonie w jej mokre włosy nadal nie odrywając od niej ust. Miała taki cudny winogronowy błyszczyk, ale to właściwie był szczegół. Mógłbym trwać w tym pocałunku do rana kiedy ktoś podbiegł i nas przytulił. Oboje wystraszeni odskoczyliśmy od siebie.
- Moje kochane dzieci - złapał nas za ręce - 23:00, pada, a wy się przy jakimś morzu się szlajacie, szukamy was wszędzie, a wy się całujecie kurde..
- Kuźwa, Reus! Nie strasz nas tak. Jutro masz wpierdziel! - powiedziała mocno zdenerwowana Sara.
- Czyli za godzinę? - zapytał wyszczerzony Marco.
- Ooo teraz to teraz masz, nabroiłeś misiu - zaczęła go gonić, a ja podszedłem do Mats'a który pewnie przyszedł z Marco, ale nie był takim idiotą żeby nas przytulać tylko stał z boku.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz