poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 33

"Przestajesz wierzyć w ludzi, bo jeden człowiek cie zranił, 
a w słońce wciąż wierzysz choć długo jest za chmurami."


Music ♥

Już tyle czasu... 'daliśmy sobie spokój' na końcu listopada, a zaczyna się luty...

#Erik.

Każdy dzień bez niej to dzień stracony, to dzień w którym nie widzę sensu życia. Kochałem patrzeć jak się uśmiecha, każdego dnia, za każdym razem dla mnie. Tyle osób ją zraniło, tyle straciła, a mimo to śmiała się i to jak często. Kochałem ją przytulać, całować... po prostu mieć przy sobie. Rozmawiać z nią. Odpływać w jej cudownych oczach.  Zawsze myślałem, że doceniam to, że mam tak niesamowitą dziewczynę, a jednak dopiero jak ją straciłem to naprawdę to doceniam. Tak bardzo chciałbym o nią dbać, odgarniać jej włosy z czoła, kupować kwiaty i patrzeć jaką radość jej sprawiają, słuchać tych wszystkich głupot o których gadają dziewczyny, a jednak z jej ust to nie są głupoty... tak bardzo chciałbym żeby to była codzienność!
Wiem, że nikt mnie nie pokocha tak jak ona, i że na pewno ja nikogo nie pokocham tak mocno.

Nie miałem dla kogo żyć więc nie miałem sensu żyć. Jeszcze na początku po treningach chodziłem z chłopakami to pograć w fifę, to w butelkę - jak zwykle, ale teraz nawet tego nie chce mi się robić. Odwalam tylko te codzienne treningi, mecze co tydzień, czasem jakieś wywiady które planują 'ci wyżej' i spędzam cały dzień na siedzeniu i patrzeniu się w ścianę. Bo po co inaczej? I tak nie mam siły na robienie czegoś innego, a przynajmniej nie widzę w tym najmniejszego sensu. Od czasu do czasu wstanę tylko po piwo z szafki.


[Tymczasem u Emily...]


- Ej musimy jakoś ich jakoś zeswatać! - oznajmiła towarzystwu.
Ostatnio dom Emily która nie była związana z żadnym piłkarzem jednak mimo to wszyscy bardzo ją lubili stał się miejscem ich spotkań. Chłopaki nawet zaopatrzyli go w nową konsolę i parę gier, dziewczyny zaś zawsze dbały o to żeby były jakieś przekąski i coś do picia.
One u Lili znalazły sobie równie ciekawe zajęcie jak te gry chłopaków. Na jej tablecie który okazał się do tego świetny zawsze przeglądały sukienki, szpilki, nowe kolekcje w sklepach...
- Ale kogo? - zapytał Marco.
- Nie udawaj głupiego! - klepnął go Mario posyłając mu wymowne spojrzenie 'nie martw się ja CIĘ z nią zeswatam' . Na co blondyn odparł wyrazem twarzy 'Nie przesadzaj to bez sensu' i zaczęli  przepychać się żeby udowodnić sobie wzajemnie, że to akurat o n ma rację.
- A tym co? - wtrąciła Cathy patrząc na nich z otwartą buzią.
- Ja myślę, że u nich wszystko w porządku - odpowiedział Mats cmokając ją w usta.
- Ach tylko ja taka singielka - zaśmiała się do nich.
- Marco jest wolny. - oznajmił Mats wymownie unosząc brwi.
- On ma Mario jak widzisz.
- Co ja? - równo zapytali przestając się szturchać i dopiero teraz zauważając, że wszyscy się na nich patrzą i o nich rozmawiają.
- Nie, nic, nic.
- No dobra, a jak niby zamierzasz ich pogodzić? - wrócił do tematu Mats.
Miał dziewczynę którą bardzo kochał, w przeciwieństwie do Marco nie czuł 'nic więcej' do Polki mimo to bardzo mu na niej zależało. Byli naprawdę świetnym przyjaciółmi. A zresztą to on z Marco znał ją jako pierwszy co napawało go wielką dumą.
Wszystkim brakowało obecności jej i Erika, nawet gdyby nie przychodzili do nich jako para, ale byliby i normalnie ze wszystkimi żartowali tak jak było kiedyś.
- No więc najpierw ja pogadam z Sarą, a ktoś z was najlepiej Jonas... Jest Jonas - rozejrzała się po pokoju. - Nie. No to trzeba kazać Jonasowi żeby pogadał z Erikiem o Sarze i wszystko nam przekazał, a potem dalej wymyślimy jakiś sposób żeby ich połączyć.  Bo ja tam nie widzę się z Durmem tak często jak wy, ale chyba nie znalazł sobie innej dziewczyny, nie?
- Nie, nie. - wszyscy odpowiedzieli chórem, a potem właśnie z tego powodu wybuchli śmiechem.


***


- Hej - otworzyła jej drzwi. 
- Boże, Sara jak ty wyglądasz! - zdziwiła się.
Miała potargane włosy niesfornie opadające na czoło, czerwone policzki i oczy napuchnięte przez łzy i brak snu.  
- Bogiem to jeszcze nie jestem, chodź. - zaśmiała się. 

*

- Tęsknisz za nim co? - zmieniła temat kiedy spokojnie usiadły na łóżku w panującym w sypialni półmroku.
- Heh, wiedziałam, że po to przyszłaś - zaśmiała się bez uczuć błądząc wzrokiem po suficie.
- Wiesz, że chcę ci pomóc przecież. Nie możesz prawie ciągle siedzieć i siedzieć i płakać i płakać. Dziewczyno minęło ponad dwa miesiące, ocknij się - delikatnie nią potrząsnęła - chcesz z nim być to zrób coś w tym kierunku, nie chcesz to się tym już nie przejmuj.
- Jak ja cię kocham - uściskała ją - jak ja kocham to, że przynajmniej ty nie jesteś obojętna.  Nawet nie wiesz jak mi go brakuje. Chyba nigdy nie zapomnę jego opiekuńczości, tej cholernej troski o mnie. Gdy wolał posiedzieć ze mną trochę dłużej i robić za to karne kółka na treningu. Mogłam napisać, że tęsknię i chcę żeby mnie przytulił. Mogłam stwierdzić, że mi cholernie źle i go potrzebuję. Albo umieram, bo jakoś mi pusto. A on by był. Przyszedł by po chwili pod mój dom i czekał aż mu otworzę. Potem by przytulił i powiedział,  że jest i zawsze będzie. I znów by skłamał...
- Mówisz tak jakby całe twoje życie opierało się na nim. Przecież nie znałaś go i czułaś się świetnie, może warto do tego wrócić? Czemu masz się przejmować tym co było i płakać dlatego, że się skończyło? Ciesz się, że w ogóle się zdarzyło.
- Może masz rację... Im szybciej zapomnę tym będzie lepiej. Po co siedzieć i nad tym płakać w sumie.
- I tak powinno być! Jak nie będziesz się tym zamartwiać, nie będziesz tylko siedzieć w domu, a będziesz sobą to szybko poukładasz sobie życie na nowo. Facet nie powinien być źródłem twoich smutków. Masz przyjaciół, dom, Wojtka to czemu masz płakać i tracić ich?
- Łał, ej nigdy nie pomyślałam w ten sposób, że jak siedzę i zamykam się w sobie to tracę wszystko inne. Matko Lili jaka ty jesteś cudowna. Czemu ty tak rozumiesz ludzi, a ja nie?
- No ma się ten dar hahahah - uściskały się. - I nie mów mi, że mam iść na psychologie, albo coś takiego bo tym rzygam, wszyscy mi to mówią.
- A ile razy ja to mówiłam haha - wystawiła jej język.
- To wszystko przez to, że mama mi całe życie o związkach gadała jak w kuchni coś robiła i oglądała głupie romantyczne filmy.
- Przecież lubisz takie filmy.
- Wtedy miałam 6 lat! - pchnęła ją na poduszki.
- Ooo nie pozwalaj sobie skarbie! Jesteś w moim domu.
- Zaraz nie będę. - wystawiła jej język i przygotowana do ucieczki wybiegła z sypialni, następnie zbiegła na parter.
Po chwili dokuśtykała do niej jasnowłosa, która była parę dni po zdjęciu gipsu.
- Ja się zbieram bo muszę jeszcze jedną sprawę załatwić. - powiedziała Emily.
- W domu Marcela. - porozumiewawczo poruszyła brwiami z głupawym uśmiechem.
- Nie. - odparła zakładając buty.
- No to nie mam pomysłów.
- To dobrze i lepiej nie myśl bo to by się pewnie źle skończyło. - wystawiła język.
- No dzięki! Ja już z tobą nie rozmawiam. Idź sobie do Marcela bo i tak wiem, że tam idziesz, tylko uważajcie bo dziecko w tym wieku o niczym dobrym nie świadczy.
- Ok, będę ostrożna haha. Trzymaj się, a jakby co to dzwoń. - cmoknęła ją w policzek i wyszła.

#Emily.

Od razu jak wyszłam od Sary zadzwoniłam do Jonasa.
- Hej, gadałeś z Mats'em?
- No, dzwonił.
- To idziemy do Erika jeszcze dziś czy jutro po południu?
- Jutro, dziś Klopp dał nam wycisk.
- Ach ta miłość do przyjaciela jest tak silna, że tylko kanapa i jej wygodne siedzisko bardziej przyciąga haha.
- No serio! Zrób połowę tego co my dzisiaj to wtedy pogadamy.
- To do zobaczenia nigdy.
- Do zobaczenia jutro u Erika.
- O której?
- Dwie godziny po treningu, bo muszę zjeść obiad.
- Dobra, spoko, pa.
- Pa.


[Następnego dnia] 

- Dobra, ale co mu powiemy? - zapytał kiedy stali już pod jego domem.
- Nie wiem no. Pogadamy o Sarze, o tym czy chciałby do niej wrócić, a jeśli tak to zmusimy go żeby szedł i ją przeprosił. Wyjdzie samo podczas rozmowy.
- Okej, gotowa? - zapytał wstrzymując rękę na dzwonku.
- No gotowa - zaśmiała się. - Nie bój się, to tylko przycisk.
- No wiem przecież. - przewrócił oczami i zadzwonił do drzwi,
Po chwili pojawił się w nich Erik.
- Hej. - przywitała się dziewczyna.
- Cześć. Proszę wejdźcie.

*

- No skoro mówisz, że ci na niej zależy to idź do niej do domu i jej to powiedz! - wyprowadzona z równowagi wstała z kanapy i zaczęła chodzić po pokoju.
- Ale mówię ci jeszcze raz, że ona powiedziała żebym wyszedł, ona nie chciała żebym widział jak płaczę, ona nie przyjęła moich przeprosin. Ona.
- No i ona cię nie przeprosi. Ty naprawdę nie możesz tego pojąć. że może i tak wtedy powiedziała, przecież to było chwilę po tym jak widziała jak całujesz się z jakąś lasią. Kto by tak nie powiedział w takiej sytuacji?! Nie rozumiesz, że w takim rozwiązaniu sprawy cierpicie oboje?! - rozmowa zrobiła się nieprzyjemna. Do Erika nic nie docierało, a zdenerwowana tym Niemka podnosiła głos w każdym zdaniu.
- Ja nie cierpię. Skoro Sara jest szczęśliwsza beze mnie to niech tak zostanie. Ważne żeby ona była szczęśliwa.
- Jaaa pierdziele! - zdenerwowana łaziła od ściany do ściany. - Po pierwsze - odetchnęła aby mówić spokojniej. - tym zdaniem, przynajmniej według mnie pokazałeś jak bardzo ją kochasz. A po drugie ona nie jest szczęśliwa!!! Tak samo jak ty siedzi w domu i nic nie robi. Jedynie nie chla w przeciwieństwie do ciebie...
- Piwo dziennie to nie jest chlanie.
- Piwo dziennie, czyli siedem tygodniowo. Nie wiem jak w ogóle twój organizm się regeneruje po treningach i meczach.
- Właśnie się nie regeneruje. On siedzi na ławie. - wtrącił Jonas który jak dotąd siedział cicho.
- Daję sobie radę z regeneracją, a to nie jest twoja sprawa. - zwrócił się do dziewczyny.
- Okej, masz racje. - odparła spokojnie, wyraźnie tym urażona. - Może i racje masz w tym, że po co przepraszać dziewczynę swojego życia i do niej wrócić skoro można sobie siedzieć w domu z puszką piwa w ręku.  No tak, przecież takie życie to marzenie każdego mężczyzny. - przewróciła oczami i wyszła z domu nie czekając na Jonasa.

- Erik uspokój się. Dam ci wody. - powiedział Jonas.
- Dzięki. Też się trochę zdenerwowałem, ale Emily chyba bardziej.
- No chyba tak. - zaśmiał się.
- Ona ma racje, nie mogę tak siedzieć, muszę ją przeprosić. Bez niej nie daję rady. Może nigdy się całkiem nie upiłem, ale przez picie codziennie mój mózg już trochę wolniej pracuje.
- I nie przyznałeś tego Em tylko musiałeś ją tak wpienić, że wyszła. - śmiał się podając mu szklankę.
- Jak widzisz mężczyźni są dziwni. - zażartował.
- Kobiety jeszcze bardziej. - przewrócił oczami przyjaciel.
- Ooo to, to fakt haha. Muszę coś wymyślić żeby mi wybaczyła te 3 miesiące ciszy.
- Zamów jej wielki bukiet kwiatów pod dom tak żeby nie wiedziała od kogo jest, a potem wieczorem, albo następnego dnia do niej przyjdź.
- Ej, fajny pomysł. Trzeba się zorientować w jakiej kwiaciarni coś takiego by zrobili.


\
__________________________________________

Omomom chyba na tym skończę chociaż kurcze taki krótki wyszedł. :( 

Tym razem dedyk dla Natalii :) ♥ 

Kto tęskni za Jonasem? :/



4 komentarze = next :)
Myślę, że nie pożałujecie^^

6 komentarzy:

  1. Szantażystka :D :*
    Czekam na ciąg dalszy bo akcja się rozkręca ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawaj następny:)

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest szantaż!? Moze Wkońcu Erick i Sara się pogodza: )))) Mario i Marco zawsze coś odwala xD Weny: * Czekam na następny :3 Pozderki, Jagooda <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy tęskni za Jonasem! Bosz, ja go nadal kocham! ♥
    Będzie swatka, będzie zejście ^^ Przynajmniej mam taką nadzieję, no bo oni są sobie przeznaczeni, poważnie mówię! Sara i Erik, czyż to nie brzmi pięknie?
    Rozdział mi się podobał, trzymam kciuki za następny.
    I zapraszam na nowe części u mnie:
    http://feliz-navidad-rma.blogspot.com
    http://tot-el-camp-es-un-clam.blogspot.com
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny <3 zapraszam do mnie na jedyneczkę <3 http://when-you-dont-have-one.blogspot.com/2015/01/seccion-primero-gonimy-wciaz-to-co.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział. Czekam na więcej, bo bardzo mnie interesuje dalszy przebieg zdarzeń.
    http://przemysleniaa-k.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń