Położyłam się i wtuliłam w poduszkę. Każda...
-&-
Słysząc pukanie wstała z kanapy i poszła otworzyć.
- Hej - przywitał się trochę zdziwiony.
Dziewczyna była ubrana w luźne dresy i jedną z podniszczonych koszulek klubu jej chłopaka. Nie była uczesana, a po jej oczach było widać, że jeszcze nie dawno płakała. Trzymała w ręce pucharek z lodami czekoladowymi których z całego serca nienawidziła, ale tylko takie miała w zamrażarce ze względu na przyjaciółkę która mogła je jeść tonami. Pucharek był ubrudzony śmietaną i posypką którą zjadła już wcześniej.
- Cześć - odparła.
- Mogę?
- Tak, proszę - wskazała ręką salon zamykając za nim drzwi.
Poszła do kuchni aby dać mu coś do picia.
- Wszystko okej? - zapytał siadając na kanapie.
- Nie. - westchnęła - Herbata, pepsi, woda? - wyciągnęła szklankę z szafki.
- Pepsi.
- No tak po co w ogóle się pytałam. - zaśmiała się pod nosem i nalała przyjacielowi picie. - Proszę - podała mu szklankę siadając koło niego.
- Wiesz, że mimo to, że nie widziałaś się z nim od tygodnia nie musisz siedzieć sama w domu i płakać. Po co masz się smucić tym, że wam się nie udało. Znajdziesz sobie lepszego mężczyznę. - zaczął.
- To nie chodzi o Erika - bawiła się łyżką wbijając ją w resztkę czekoladowych smakołyków. Wolała skupić się na tym niż mówić o swoich problemach patrząc na niego - Sama zadecydowałam, że lepiej będzie jak damy sobie spokój. I nie leżałam i nie płakałam. Nie musisz się martwić - uśmiechnęła się na te słowa. - Nawet wczoraj byłam z Lili i kupowałyśmy prezent jej młodszemu bratu. Tylko dziś zadzwonił Wojtek.
- Kto to? - zainteresował się.
- Mój brat..
- I siedzisz smutna w domu bo brat do ciebie zadzwonił? Kobiety. - westchnął przewracając oczami. Oparł się o wygodne oparcie i wziął kolejnego łyka pepsi.
- Oj bo ty nie wiesz o co chodzi! - walnęła go poduszką, a dokładniej wałkiem który leżał na brzegu kanapy.
- No nie wiem, nie wiem! - uniósł ręce w geście obronnym.
- Ej - przyjrzała mu się wyraźnie zaciekawiona - ty masz łupież? - zaczęła się śmiać. - Piękna grzywka Reus'a z białym łupieżem. - udała, że pisze to na ręce - Mmm gorący temat.
- Co? Jak?? - przeczesał włosy ręką. - Aaa - spojrzał na dłoń i się roześmiał - To jest sól - wyjaśnił.
- Marco... co ty robisz w domu? - zapytała podejrzliwie nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Niee, no ten.. u Mario byłem, a on zachowuje się czasem jak 12-letnie dziecko.
- I posolił ci głowę? - nie dowierzała.
- No nie. Sam sobie posoliłem. - zaczął się śmiać.
- Serio jesteś takim idiotą?
- To przez Mario! Wiesz przecież, że on kocha grać w butelkę i zadaje tak zwalone wyzwania, że strach się bać. Erik całował się z jego kanapą. - wybuchł śmiechem na wspomnienie tego -Miał z Mats'em, ale Cathy się nie zgodziła hahah - prawie zwalił się z kanapy próbując powstrzymać śmiech. - Nie złe ma usta. - zaczął wręcz ryczeć i krztusić się śmiechem.
- Przyszedłeś tu ponabijać się ze mnie czy może przypomnieć mi, że tydzień temu go zostawiłam, a może oba na raz? - zdenerwowała się.
- A sorry - szybko się uspokoił - zapomniałem. Przyszedłem żeby dowiedzieć się co u ciebie. Myślałem, że jakoś się trzymasz, a jak przyszedłem to uznałem, że źle myślałem.
- Ja się trzymam bardzo dobrze. - skłamała - Tylko Wojtek jest takim ciotą, że się rozchorowuje akurat na przyjazd. - Wyszczerzyła się i zmierzwiła mu włosy co doprowadziło do krótkich zapasów. Przemknęła pod jego ręką żeby się wyślizgnąć, i chwyciła go za koszulkę, kiedy sięgnął do tyłu, żeby ją podnieść. Wkrótce popchnęła go na komodę, on jednak szybkim ruchem pchnął ją do tyłu na kanapę. Opadła ze śmiechem na poduszkę jak to robiła po dziesiątkach zapasów z Marco kiedy jeszcze nie była z Erikiem.
*
- Okej, pa. - pożegnała się z przyjacielem.
Otwierając mu drzwi zauważyła, że akurat ktoś podjechał pod jej dom. Oczywiście nie był to nikt inny jak Erik.
- Trzymaj się - powiedział widząc jego samochód i wyszedł.
Wsiadając do auta bez słowa machną ręką kumplowi z drużyny na powitanie i odjechał.
- Kochanie proszę otwórz mi. - spokojnie powiedział wiedząc, że stoi za zamkniętymi drzwiami.
Nie słysząc odpowiedzi nacisnął na klamkę, jednak drzwi nie uległy.
- Nie musisz mi wybaczać, ale proszę przynajmniej mnie wysłuchaj. To nie jest tak jak myślisz... - głos mu się załamał. - Tylko ci wyjaśnię i jeśli mi nie wybaczysz, pójdę sobie, tylko proszę... Nie wybaczę sobie tego jeśli mnie nie wysłuchasz. - bezsilnie oparł się o drzwi - Dobra kogo oszukuję, w ogóle sobie nie wybaczę tego, że cię zraniłem. - mruknął sam do siebie.
Nagle drzwi otworzyły się. Ledwo utrzymał równowagę bo przecież się o nie opierał, jednak dziewczyny to nawet nie rozbawiło.
- Dobra powiedz co masz do powiedzenia i wyjdź.
- Boże jak cię dawno nie widziałem. - przytulił ją jednak szybko go odepchnęła.
- Powiedz co masz do powiedzenia i wyjdź. - powtórzyła spokojnie.
- Boo - spuścił głowę, nie wiedział jak zacząć - to co widziałaś, to nie tak jak myślisz.
- No, tak oczywiście. - mruknęła pod nosem i przewróciła oczyma. - Ile razy ja to słyszałam..
- Ale naprawdę! Sara proszę, uwierz mi. Ja nie znam tej dziewczyny, ledwo jej twarz widziałem! Po meczu przebrałem się jak najszybciej i pobiegłem do samochodu bo chciałem cię przeprosić za tamto. Nie sądziłem, że będziesz na stadionie więc chciałem jechać do twojego domu. No i kiedy podszedłem do samochodu to ona nie wiadomo skąd się wzięła i zaczęła się do mnie przyklejać. Myślisz, że ja chciałem się całować z takim plastikiem mając ciebie? - z rozpaczą spojrzał jej w oczy. - Nie wierzysz mi prawda?
Polka już nie udawała twardej i poważnej. W jej oczach pojawiły się łzy kiedy dostrzegła ból w spojrzeniu Erika.
- Chciałabym ci wierzyć, ale nie potrafię. Nie potrafię być w związku bez zaufania, a już ci nie ufam. - pierwsze łzy spłynęły po jej policzkach. - Proszę, idź do domu, nie patrz na mnie jak płaczę - odwróciła się skrępowana.
- Sara... - zamurowało go. Ile razy to w jego pierś wypłakiwała swoje smutki. Ile razy to on ją przytulał, delikatnie całował żeby przestała płakać... - Okej, miałem powiedzieć co mam do powiedzenia i wyjść, tylko wiedz, że mnie też boli jak spotykasz się z Marco. To okropne uczucie widzieć kogoś kto powinien być na twoim miejscu - niepewnie podszedł do płaczącej dziewczyny i delikatnie objął. - Ja cię nadal kocham. - szepnął jej do ucha i powoli wyszedł z domu.Zamknęła za nim drzwi nie mogąc przestać płakać.
Jak mógł być taki obojętny i po prostu wyjść? - myślała. - Obojętność boli najbardziej... - ukryła twarz w dłoniach nie potrafiąc powstrzymać setek łez.
_________________________________________________
Przepraszam, musiałam tak smutno zakończyć w tym momencie mimo, że jest króciutki :3
3 komentarze = next :)
( Znacie zasady - na ask'u też się liczą. Dla mnie ważna jest Wasza opinia, a nie jakieś cyferki przy poście :> )
Cudooooowny <3 Poryczałam się ;c
OdpowiedzUsuńDziewczyny to pogmatwane stwory. Najpierw chcą jednego, później jak facet wykona polecenie drugiego i o to pierwsze się obrażają. No ale cóż, sama chciałabym faceta, który mimo poleceń robi na przekór. W związku chodzi o stawianie się;)) Marco zero wyczucia, boże jaki głupol z posoloną głową xd
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział i czekam na następny ;**
Z dziewczynami jest naprawdę różnie. Znam to po swoim przykładzie. :D
OdpowiedzUsuńMarco to przykład kolejnego zdrowego wariata, który dla swojego przyjaciela posolił sobie swoją głowę. XD I coraz bardziej martwię się o naszą bohaterkę. Kurczę, musisz ich pogodzić w końcu, słyszysz? Chyba nie przeżyję, jak tego nie zrobisz. Ale na pewno coś tam wymyślisz. :)
Czekam z radością na kolejny. :*
Marco zywym przykladem wariata xD ktory moze nawet posolić sb glowe dla przyjaciela xD Biedna Sara -,- Masz ich pogodzić, rozumiesz?! Czekam nn; * Pozdro, Jagooda <3
OdpowiedzUsuń