"Zamykamy się w samotni własnych pragnień, które mogą rozsypać się w palcach."
Od tamtego momentu dziewczyna nie mogła się pozbierać przez dobrych parę dni. Spędziła je siedząc na kanapie, obżerając się słodyczami, oglądając ciągłe powtórki głupich romansideł i wycierając nos w kolejną chusteczkę z kolejnego opakowania...
#Emily.
- Okej, zadzwonię do niej - oznajmiłam chłopakom.
- Hej. - odebrała.
- Czeeeść. Blondi idziesz z nami na łyżwy?
- Z nami czyli z kim?
- Ja, Marcel, Reus, Mario, Ann, Mats, Cathy... potrzebujemy cię bo tylko dla Marco nie ma dziewczyny.
- Wal się hahaha
- Ej, słyszałem to Sara! - wydarł się Marco i wszyscy wybuchli śmiechem.
- Wzięłaś mnie na głośnik?Ty zdrajco! O nie, nie jadę z wami, na pewno!
- Sara zgódź się bo Marco będzie skazany na fanki jeżdżące za nim. - odezwał się Mario.
- No nie wiem, nie wiem, nie przekonujecie mnie.
- Pogadasz sobie z Cathy, ona już przy Mats'ie gada o tym, że Pitbul ma seksowną dupę bo nie ma z kim plotkować, nie rób mu tej krzywdy.
- Ej, Mario ja wcale tak nie mówię! - no i wybuchła wielka kłótnia w której wszyscy musieli wziąć udział. Wzięłam telefon i poszłam do innego pokoju żeby nie słyszeli.
- Sara, chodź z nami. To ci się przyda, nie możesz siedzieć ciągle sama w domu i rozpamiętywać coś co było kiedyś. Minął już prawie miesiąc! Po łyżwach pojadę z tobą do domu i pogadamy.
- Dzięki. To o której na lodowisku?
- Podjadę po ciebie z Marcelem za jakiś czas, szykuj się kochana!
- Pa.
- Dobra koniec! Wszyscy wiemy, że Mario ma nie równo w głowie i Pitbul ma seksowną pupę, ale nie musimy tego dalej drążyć. Sara się zgodziła więc chodźcie. - oznajmiłam próbując ich przekrzyczeć i uspokoić, niestety na niewiele się to zdało.
- Ja mam nie równo w głowie? - głupawym tonem zapytał Mario.
- Tak masz - wyszczerzyłam się.
- Wypraszam sobie droga koleżanko, ja mam wszystko bardzo równiutko poukładane droga koleżanko, ale jeśli przypadkiem się z tym nie zgadzasz moja droga koleżanko to jest twój problem droga koleżanko.
- Mario kochanie, spokojnie - zaczął uspokajać go Marco wraz z Ann. Inni poszli nakładać kurtki.
- Ależ ja jestem spokojny kochany kolego.
- Ale kochany kolego ja nie kwestionuję twojego spokoju - kłócił się Reus. - Ja tylko uważam, że mógłbyś się jeszcze bardziej uspokoić.
- A ty najdroższa koleżanko chciałabyś się ze mną wybrać na łyżwy? - wyciągnął rękę w stronę Ann.
- Ależ oczywiście - odparła z uśmiechem i poszli najpierw się ubrać, a potem do samochodu ponieważ umówiliśmy się wszyscy pod lodowiskiem - każdy jechał swoim autem.
#Sara.
Kiedy dojechaliśmy na lodzie ścigali się już Mario z Marco i Mats'em. Cathy z Ann spokojnie jeździły i nabijały się z nich.
Nałożyłam łyżwy i ostrożnie weszłam na lód. Ach jak dawno nie jeździłam! Z zachwytem rozejrzałam się dookoła. Mimo chłodu na dworze panowała bardzo przyjemna atmosfera. Małe płatki śniegu kołysane przez wiatr powoli spadały z nieba. Z głośników płynęła nie za głośna muzyka, która bardzo dodawała uroku miejskiemu lodowisku o dziwo prawie pustemu.
Jedynie chłopaki do których dołączył Marcel ganiając się po lodzie strasznie hałasowali i przez to wszystko psuli.
My z dziewczynami - jak to dziewczyny jeździłyśmy sobie w kółko i plotkowałyśmy o wszystkim i o niczym.
Niestety z moim poziomem uwagi musiałam sobie coś zrobić. W pewnym momencie nie zauważyłam Lili która się przede mną zatrzymała i uderzyłam w nią przez co się przewróciłam.
- Nic ci nie jest sieroto? - zapytała śmiejąc się i podając mi rękę.
- Nie, chyba nie -szybko wstałam trzepiąc legginsy - chociaż trochę boli mnie ta noga, ale pewnie zaraz przejdzie.
I tak jeździliśmy jeszcze przez pół godziny bo potem wszystkim się znudziło. Na lodowisku było jeszcze w porządku, ale kiedy zdejmowałam łyżwę poczułam ból w kostce. Zacisnęłam zęby żeby tego nie ukazać i nikogo nie martwić. Szło mi się jeszcze gorzej. Najchętniej do samochodu Marcela doskoczyłabym na jednej nodze, ale musiałam spokojnie przejść nawet nie kulejąc. Właściwie nie musiałam, ale nie chciałam robić zamieszania bo na pewno wszyscy zaczęliby dyskutować na temat kto kazał mi iść z nim na łyżwy. Dlatego siedziałam cicho.
Tak jak poprzednio Marcel wraz z Emily odwieźli mnie do domu.
- Trzymajcie się - powiedziałam wychodząc z samochodu.
- Sara! - usłyszałam będąc już pod drzwiami domu.
- Co ty tu robisz? - zdziwiłam się na widok Marco, który w pośpiechu wysiadł z swojego auta.
- Przecież widzę, że noga cię boli - podszedł do mnie przeczesując włosy ręką. - Nie zawieść cię do lekarza?
- Aż taką słabą aktorką jestem? - zapytałam żartobliwie.
- Przyznaje to z bólem serca, ale tak. Chodź pomogę ci - wziął mnie pod ramię i poszliśmy w stronę samochodu. Czułam się dziwnie idąc tak z Marco. Przypomniał mi się Erik - Tylko wiedz, że mnie też boli jak spotykasz się z Marco. To okropne uczucie widzieć kogoś kto powinien być na twoim miejscu.
Kiedy Marco jechał intensywnie o tym rozmyślałam. Erik mówiąc "spotykasz się z Marco" myślał, że zerwałam z nim bo chodzę z Reus'em? Przecież to nie możliwe. Raczej chodziło mu o to, że Marco był u mnie w domu. Byłam tego wręcz pewna, ale ta myśl nie dawała mi spokoju. Nie chciałam go w żaden sposób zranić.
Marco pomógł mi wysiąść z samochodu i dojść do budynku szpitala kiedy już dojechaliśmy. Porozmawiał chwile z recepcjonistką i usiedliśmy jako ostatni w kolejce na izbie przyjęć. Przed nami było chyba 9 osób, a kolejka i tak nie chciała się skończyć.
Siedzieliśmy już z godzinę prawie się nie odzywając. Na Marco ciągle patrzyli się jacyś ludzie i uśmiechali do siebie przez co czułam się bardzo głupio siedząc koło niego.
#Marco.
Siedziałem koło Sary pogrążony we własnych myślach. Dziś wyglądała tak pięknie...
Miałem ochotę wziąć i ogrzać jej chłodne dłonie którymi co jakiś czas przypadkiem mnie dotykała wyjmując coś z kieszeni. Miałem ochotę spojrzeć jej w oczy i powiedzieć jaka jest niesamowita, jak bardzo się w niej zakochałem, a potem przytulić i nigdy nie puszczać, ale wiedziałem, że nie mogę. Wiem, że nic do mnie nie czuję, a wtedy zniszczył bym nawet naszą durną przyjaźń. Czemu tylko przyjaźń?!
Boże jak ja zazdroszczę Erik'owi. Był z nią przez tyle czasu, odwzajemniała jego uczucia...
- Chcesz jedną? - zapytała wyrywając mnie z przemyśleń.
- Co? - rozejrzałem się w ogóle nie wiedząc o co chodzi.
- O jednak nie śpisz - zaśmiała się - jeszcze 3 osoby. Masz jutro trening? Może lepiej będzie jak pójdziesz do domu. Już 23:20.
- Dam radę, dopiero o 10:00 jest.
- To chcesz jedną? - w ręku trzymała słuchawki podłączone do telefonu i dopiero teraz zrozumiałem o co jej chodzi.
- No, pokaż czego słuchasz. - wyrwałem jej telefon i włożyłem jedną ze słuchawek do ucha. - No dobrze popatrzymy z kim piszesz. - wszedłem w zakładkę z wiadomościami.
- Ej oddaj to! Oddaj! Oddaj! - zaczęła się na mnie rzucać, ale nie dawałem za wygraną. - No błagam nooo! - próbowała wyrwać mi komórkę z rąk. Wszyscy ludzie patrzyli się na nas jak na idiotów, ale ja czułem się jak w niebie mając ją tak blisko siebie więc nie zwracałem na to uwagi.
- Dobra, dobra - wyszedłem z wiadomości. - Zobaczymy czego słuchasz. Ale beznadzieja - zacząłem przeglądać listę utworów - Rihanna, Shakira, Ed Sheeran, Ellie... ja ci puszczę coś fajnego. - szybko przełożyłem słuchawki do mojego Iphona.
- To niby jest fajne? <musiałam^^ o.o :)> - skrzywiła się.
- Zajebiste! If you're a freak, then ya coming home with me...
- Marco!
- Co? Now bust it open let me see you get low...
- Przestań. - położyła mi dłoń na ustach - Ludzie się na ciebie patrzą jak na jakąś ciotę, przecież oni nie słyszą tej piosenki, tylko twoje beznadziejne rapsy.
- No i co z tego?
Nie skończyliśmy bo akurat przyszła kolej na nas. Sara jedynie odpowiedziała mi jednoznacznym spojrzeniem.
#Obserwator.
- Dobry wieczór - przywitali się wchodząc do gabinetu.
- Co się stało?
- Przewróciłam się na lodowisku i kostka mi napuchła - odparła niepewnie.
- Pokaż ją.
Dziewczyna jak najdelikatniej zdjęła buta, następnie skarpetkę.
- Faktycznie jest spuchnięta. Zrobię prześwietlenie czy żadna z kości nie jest pęknięta, ale czeka cię tydzień w gipsie.
No tak, tego mi brakowało - pomyślała i przewróciła oczami.
Po kolejnej godzinie spędzonej w szpitalu byli wolni.
***
Mając od trzech dni nogę w gipsie ciągle nudzę się w domu. Co prawda codziennie na trochę odwiedza mnie Marco, Emily zawsze przychodzi po pracy, nawet Mats z Cathy i Łukasz z Ewą raz wpadli, ale i tak się nudzę. Ciągle siedzę przed komputerem i trzymam telefon w ręku mając nadzieję, że Erik się odezwie. Tak strasznie mi go brakuje. Ciekawe czy on w ogóle za mną tęskni. Już minęło tyle czasu, prawie miesiąc, pewnie ułożył sobie życie z kimś innym skoro w ogóle się nie odzywa. Przecież jego każda by wzięła... Czemu byłam taka głupia i nie powiedziałam, że mu wybaczyłam? Tak bardzo mnie zranił, ale tak bardzo chciałabym przytulić go ostatni raz i powiedzieć jak bardzo będę tęsknić zanim ułoży sobie życie na nowo.
Nagle ocknęłam się z zamyśleń bo ktoś zadzwonił do mnie na Skype.
- Ooo James sobie o mnie przypomniał - odebrałam.
- Nie zapomniałem tylko czasu nie ma przez te treningi i mecze. Co tam u ciebie?
- Jakoś się żyje. Powiedzmy, że nie jest jak za najlepszych czasów, ale leci, a u ciebie?
- U mnie jak zwykle, szału nie ma.
- Samotność doskwiera, co? - zaśmiałam się.
- No właśnie tak i dzwonię do ciebie czy nie chciałabyś mnie odwiedzić w Hiszpanii? Pokazałbym ci Madryt, może jakieś pobliskie miasteczka jak czas pozwoli. Teraz gramy dwa razy u siebie więc jest luźniej.
- No widzisz chciałabym, ale nie bardzo mogę. - obróciłam laptopa pokazując moją kontuzjowaną nogę.
- Co ty sobie sieroto zrobiłaś?
- Jaka sieroto hahaha? Wypraszam sobie. Ja się tylko wyglebiłam na łyżwach.
- Ooo łyżwy są fajne. W Hiszpanii rzadko mamy takie rarytasy.
- No widzisz wy to tylko słońce i słońce, a jak śnieg wam spadnie to paraliż miasta od razu.
- No przepraszam bardzo ja się nie urodziłem prawie na Antarktydzie!
- No bardzo zabawne Rodriguez. Naprawdę uśmiałam się jak nigdy.
- To dobrze, śmiech to zdrowie - puścił mi oczko.
- A sen to najlepszy lek na wszystko i jak widzisz śpię prawie ciągle, a noga mi się nie wyleczyła.
- Zgłoś reklamacje - odparł robiąc facepalm'a.
- Jak ja lubię te nasze rozmowy oparte na sarkazmie hahaha.
- Też je kocham. Szkoda, że jak teraz bym pojechał na ten obóz to nie miałbym spokoju i nie mógłbym spędzić normalnie czasu tak jak parę lat temu. Byśmy się tam umówili.
- Niby szkoda, ale masz pieniądze na cudowne wakacje w najdroższych hotelach świata i jechałbyś na jakiś beznadziejny obóz dla małolatów?
- Jakich małolatów? 18-20 lat przecież!
- No tak, to przecież twój poziom hahahaah.
- Dzięki misiu - powiedział z jednoznacznym spojrzeniem 'nie przesadzaj jestem mądry'.
- No wybacz niedźwiedziu.
- Aż tak gruby nie jestem noo.
- Tak, tak. Ej czekaj ktoś puka.
- Jak niby otworzysz drzwi unieruchomiona?
- Nie jestem unieruchomiona hahaha a poza tym świetnie wiesz, że jestem miszczem jakich mało. Patrz - położyłam laptopa kamerką w stronę drzwi i na jednej nodze ruszyłam żeby otworzyć.
- Dzień dobry, pani Sara Kubiak?
- Tak, dzień dobry - odpowiedziałam poprawiając nieułożone od leżenia włosy.
- Przesyłka do pani. Proszę tu podpisać. - powiedział dając mi jakiś papier.
Szybko podpisałam, wzięłam mały kartonik zaadresowany do mnie i wróciłam do Jamesa.
- O co ci przyszło? - zaciekawił się.
- Mmm z Hiszpanii - spojrzałam na znaczki - przysłałeś mi coś?
- Co? Nie haahha.
- Nie no przecież wiem to tylko lakiery do paznokci.
- Zamówiłaś sobie lakiery z Hiszpanii? Really? Nie można pójść do sklepu i sobie normalnie kupić?
- No nie, bo one są z takiej super firmy i w ogóle takie super kolory i dobra jakość... w Niemczech o te są trzy razy droższe.
- Mogłaś mi powiedzieć to bym ci kupił i przysłał.
- No tak, kiedy my się ostatnio spotkaliśmy? Pół roku temu? Potem się nie odzywałeś, a ja nie mam w zwyczaju pisać pierwsza do chłopaka. No i nie poczuł byś się wykorzystany jakbym po pół roku napisała do ciebie czy kupisz mi lakiery?
- Może trochę - zamyślił się.
- No widzisz, więc mądra ja po prostu zamówiłam je przez internet w oficjalnym sklepie.
- Dobra, dobra - spojrzał na telefon - Saruś ja spadam, bo za 30 minut mam trening.
- Nie Saruś! - zdenerwowałam się.
- Wybacz blondyneczko, odezwę się nie długo, teraz serio muszę spadać.
- Dobra. Może cię odwiedzę jak wyzdrowieję.
- No mam nadzieję, pa.
- Pa. - zamknęłam komputer, ale nadal siedziałam z telefonem w ręku.
Ach, ta pieprzona nadzieja, że zadzwoni mnie dobija. A ja tak strasznie tęsknie.
______________________________________________
Dobra na dziś wystarczy, długi się zrobił przez te dialogi ;3
Ogólnie to podoba mi się całkiem, ale do pierwszej części. Ta z Jamesem jest beznadziejna, co ja wymyślam haha? Jakieś lakiery... jeju załamuje mnie mój poziom ;p
Ale ta z Marco mi się podoba :>
Dedykuję go @IamBorussen :)
Jeszcze bardzo Wam dziękuję, miło zaskoczyłyście mnie pod wcześniejszym rozdziałem zostawiając aż 4 komentarze :D Tamten mi się naprawdę podobał, szczególnie końcówka :))) więc miło mi się zrobiło przy czytaniu takich komentarzy ♥
Ogólnie to jeszcze 33 będzie podobnie nudny chyba, ale 34 zrobię taki cudowny *_____* znaczy o ile wyjdzie taki jak ma wyjść :p
Jak tam po pierwszym dniu w szkole? :)
Ja mam już zapowiedziane ze 4 sprawdziany i 3 odpowiedzi :(
Jej, ale się dziś rozgadałam :))
Pozdrawiam :*
Ogólnie to podoba mi się całkiem, ale do pierwszej części. Ta z Jamesem jest beznadziejna, co ja wymyślam haha? Jakieś lakiery... jeju załamuje mnie mój poziom ;p
Ale ta z Marco mi się podoba :>
Dedykuję go @IamBorussen :)
Jeszcze bardzo Wam dziękuję, miło zaskoczyłyście mnie pod wcześniejszym rozdziałem zostawiając aż 4 komentarze :D Tamten mi się naprawdę podobał, szczególnie końcówka :))) więc miło mi się zrobiło przy czytaniu takich komentarzy ♥
Ogólnie to jeszcze 33 będzie podobnie nudny chyba, ale 34 zrobię taki cudowny *_____* znaczy o ile wyjdzie taki jak ma wyjść :p
Jak tam po pierwszym dniu w szkole? :)
Ja mam już zapowiedziane ze 4 sprawdziany i 3 odpowiedzi :(
Jej, ale się dziś rozgadałam :))
Pozdrawiam :*


Jak zawsze cudowny <3 Dziękuję za dedykację ;*
OdpowiedzUsuńMarco jak zwykle kochany no i zakochany. Ciekawa jestem co bd dalej ;)
Dużo pomysłów życzę ;*
Super rozdział <3 nie mogę się doczekać następnego rozdziału !
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie w wolnym czasie http://marcela-and-marco.blogspot.com/
Świetny rozdział, no i fajnie że taki dłuższy. Biedna Sara, teraz musi siedzieć w domu i się nudzić. A Marco ? Hmm zakochał się w Sarze. Moim zdaniem powinien jej powiedzieć i już jej nie okłamywać. Żeby porozmawiali szczerze i sobie wszystko wytłumaczyli jakoś czy coś. Tylko Sara ciągle kocha i nie może zapomnieć o Erik'u. Hmm ciekawe co z tego wszystkiego wyjdzie. Jak potoczy się dalsze życie Sary i czy będzie znów z Erik'em... Czekam na następny rozdział. Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńBiedna Sara: '( Marco taki zakochany *-* xD Ale Sara i tak kocha Ericka xD Haha Lekiery? Haha padam xD James i robi sie ciekawie :)))) Cudo ^^ Pozderki, Jagooda; **
OdpowiedzUsuń