czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 28



"Can’t live a day without you baby
Oh no…
If you’re not here I don’t know what I’m living for..."


- Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć - delikatnie chwycił jej dłoń.
Niebieskooka odwróciła głowę. Patrzyła się w pustą ścianę stojącą obok kanapy.
- Czemu przyjechałeś tak późno? - zapytała nie odwracając wzroku.
"Ach czyli o to chodzi" - myślał.
-Przepraszam, śpieszyłem się, ale tak jakoś wyszło. - zakłopotany zaczął się tłumaczyć.
- Ale ja zapytałam dlaczego, a nie czy się śpieszyłeś. - spokojnie ciągnęła.
"Czyli grubsza afera" - przewrócił oczami zastanawiając się co odpowiedzieć.
-No robiłem ci te zakupy, w aptece też trochę zeszło...
-Widzę, że się strasznie wymigujesz. - zmieniła ton głosu wstając z kanapy nadal na niego nie patrząc. - Ale dziękuję za zakupy. Teraz możesz już sobie iść. - powiedziała idąc do kuchni aby je rozładować.
- Sara no - ruszył za nią - nie gniewaj się, już tak więcej nie zrobię.
- Ale co mi z tego, że więcej tego nie zrobisz jak nie chcesz mi powiedzieć co robiłeś?! Myślałam, że w związku nie mamy przed sobą tajemnic!
- Tak?  To czemu mi nie powiedziałaś, że usunęłaś dziecko? - zapytał zły.
Obróciła się na pięcie i pierwszy raz na niego spojrzała.
- Skąd ty o tym wiesz? - pobladła.
- Emily mi powiedziała. - odparł jakby nie było w tym nic nadzwyczajnego. - No, ale dlaczego? Czepiasz się, że ja się spóźniłem i mam jakieś wielki tajemnice, a sama przez prawie pół roku związku nie powiedziałaś mi, że byłaś w ciąży? Sama się zastanów czy jesteś w porządku. - w chłopaku aż wrzało od środka, ale starał się nie krzyczeć. Jedynie mówił podniesionym głosem.
Dziewczyna stała wpatrzona w niego ze łzami w oczach na wspomnienie tamtych chwil.
- A ty się zastanów czy gdybyś był zgwałcony mówiłbyś o tym wszystkim naokoło! - nie wytrzymała i zalała się łzami - Myślisz, że to takie proste tak o o tym powiedzieć?!
Kiedy to usłyszał doszło do niego co zrobił. Przez głupie dwie godzinki u kumpla i jego durnotę w nieprzemyślanych słowach zranił dziewczynę która była dla niego wszystkim. Jednak nie miał czasu na przemyślenia.
Pobiegł za blondynką która płacząc pośpiesznie nakładała buty.
- Sara, tak mi przykro, nie wiedziałem.- przytulił ją .
- Puść mnie! - odepchnęła go tym samym przerywając mu zdanie. - Daj mi już spokój! - mówiła ocierając łzy.
Tego wszystkiego było dla niej za dużo. Była wściekła, że w taki sposób wyciągną od niej te informacje, i że się spóźnił nie chcąc jej powiedzieć gdzie był.
Chwyciła kurtkę w rękę i pośpiesznie wyszła z domu.  Jednak chwilę potem się wróciła. Piłkarz stał wgapiony w drzwi. Nie mógł uwierzyć w to, że ktoś zgwałcił jego ukochaną Sarę. Jak Emily mówiła mu o jej ciąży w życiu nie spodziewał się, że doszło do tego w taki sposób. Widząc ją u progu drzwi uśmiechnął się z nadzieją, że jednak się nie pogniewała.
- Tak się cieszę, że się nie..
- Zaklucz dom jak będziesz wychodził. - przerwała nie zwracając uwagi na to co mówił i wyszła trzaskając drzwiami. Biegła zapłakana przez oświetlone ulice Dortmundu do domu przyjaciółki.
Zmarznięta zaczęła dzwonić do drzwi.
- Co się stało? - zdziwiona otworzyła jej.
- Dlaczego powiedziałaś o tym Durm'owi? - zapytała z wyrzutem.
- O czy.. - nie skończyła bo się domyśliła. - Przepraszam, myślałam, że wie. Chodź do środka bo łzy ci zamarzną na dworze. - zaśmiała się - Tylko mam gości.
Polka weszła do mieszkania przyjaciółki.
- O hej. - delikatnie się uśmiechnęła widząc Marco i Marcela (!!!) siedzących na kanapie.
Piłkarze trochę się zdziwili, ale widząc w jakim jest stanie siedzieli cicho. Dziewczyny poszły na piętro.  Usiadły razem na łóżku w pokoju gościnnym do którego Polka była bardzo przyzwyczajona bo zawsze w nim sypiała będąc u 22-latki.
- Wybacz, nie miałam pojęcia o tym, że mu nie powiedziałaś. - zaczęła siadając na łóżko.
- To nie twoja wina. - odparła smarkając nos - Sama powinnam pomyśleć zanim zmarnowałam 5 miesięcy życia na związek z nim.
- "Zmarnowałam"? - zdziwiła się. - Uspokój się, przestań płakać i wszystko porządnie sobie przemyśl, dobrze? Musze iść na dół zająć się tymi sierotami. Idziesz ze mną?
- Nie, wolę zostać sama. - odparła niezadowolona z tego, że Niemka nie ma dla niej czasu.
- Dobra, zaraz przyniosę ci herbatę żebyś się ogrzała, a ty sobie wszystko przemyśl. Potem pogadamy. - powiedziała delikatnie się uśmiechając i wyszła z pokoju.

- Co z Sarą? - zapytał Marco.
- Nie wiem, coś się pokłócili z Erikiem, a ona jest strasznie wrażliwa. Sami wiecie.
Piłkarze tylko przytaknęli głowami, Gospodyni wstawiła wodę na herbatę i usiadła z nimi aby kontynuować grę w karty.

- Ooo nie, woda. - odparła leniwie słysząc tyknięcie czajnika. - Marco ty już odpadłeś to idź zaparz. - poprosiła.
- Okej - mruknął niechętnie i poszedł do kuchni.  Zalał wrzątkiem pachnące wiórki zielonej herbaty i poszedł na górę zanieść to przyjaciółce.  Niestety im bliżej pokoju się znajdował tym bardziej się stresował.  Od połowy schodów zatrzymywał się co chwilę aby nie wylać napoju swoimi drżącymi rękoma.
- Mogę? - cicho zapytał stając w drzwiach.
Polka lekko kiwnęła głową.
Wszedł do pomieszczenia i usiadł na łóżku podając jej kubek.
- Dziękuję - szepnęła.
Blondyn wgramolił się cały na materac i usiadł po turecku tuż przy niej. Kciukiem delikatnie zdjął łzę z jej zarumienionego policzka.  W środku cały się trząsł, ale nie dawał po sobie tego poznać.
- Reus - nieśmiało się uśmiechnęła.
- No co? Prawie ci do herbaty wpadła. - zaczął się bronić z głupawym uśmieszkiem.
- Ach, jesteś moim new hero. - odparła sarkastycznie próbując powstrzymać nowe łzy.
- Sara, nie płacz, proszę.
- Ty nie rozumiesz Marco. - odłożyła ciepły kubek i chowając głowę w kolana wróciła do dawnej czynności - płakania i wspominania.
- No proszę, płacząc nic nie zmienisz. - delikatnie ją objął.
- Reus ja mam chłopaka. - zaprotestowała odsuwając się.
- Chłopaka przez którego od pół godziny płaczesz?
- Tak, takiego. - odpowiedziała po chwili wpadając w jego ciepłe ramiona. Teraz już nie płakała, a ryczała. Łzy spływały z jej oczu strumieniami mocząc przy tym koszulkę piłkarza. Teraz już nie protestował. Wiedział, że musi to z siebie wydusić więc cierpliwie czekał aż skończy płakać przytulając ją. Dla niego każda chwila spędzona z tą cudowną blondynką była niesamowita.
Dziewczyna najpierw płacząc próbowała poradzić sobie z ranami które tego wieczoru wyrządził jej Durm. Uważała, że niepotrzebnie podnosił na nią głos i nie powinien tak na nią naciskać. Potem czując ciepło blondyna uspokoiła się na chwile uświadamiając sobie jakiego ma świetnego przyjaciela, ale po chwili czuła się jeszcze gorzej bo wiedziała, że to Erik powinien ją przytulać i pocieszać.
Ten jej Erik.
Ten w którym była taka zakochana, który zawsze był przy niej, którego nadopiekuńczość zawsze była trochę irytująca. Ale za to go uwielbiała.
Zawsze był dla niej wsparciem, a teraz siedziała przytulona do kogoś zupełnie innego i płakała właśnie przez niego.
W końcu jednak zmęczona histeryzowaniem uspokoiła się.
- Już lepiej? - zapytał po chwili ciszy łaskocząc ją w brzuch.
- Może.. -odparła śmiejąc się. Chłopak nie przestawał. - Reus idioto! Mam cię walnąć? - mówiła próbując złapać jego dłonie żeby przestał.
- Nie uda ci się! - zabierał ręce jak tylko zbliżyła do nich swoje.
- Nie? - zapytała unosząc brew, a chwile później bijąc go poduszką.
- Ej! Nie ma tak! - protestował.
Jednak uznając to za fajną zabawę chwycił "zabójczy przedmiot" i zaczął nie za mocno uderzać nim dziewczynę.
- Ałaa! - wydarł się i położył na łóżku łapiąc za twarz.
- Ej, nie wymiękaj. - mówiła trzepiąc swoją broń.
Jednak nie usłyszawszy odpowiedzi spojrzała na niego. Leżał bez ruchu z zamkniętymi oczami.
- Marco? - zaniepokoiła się.
Nawet nie drgnął.
- Ma Marco? - nachyliła się nad nim jednak chłopak dalej się nie ruszał.
- Ej no, Marco, przepraszam, już nie będę tylko mnie tak nie strasz. - klepała go lekko po policzku.
Jej długie włosy niesfornie spadające łaskotały piłkarza w czoło. W końcu nie wytrzymał i na ułamek sekundy się uśmiechnął.
- Widziałam!
- Nie widziałaś! - odpowiedział leżąc w ten sam sposób. Jedynie jego usta delikatnie się wyginały,
- Dobra! Nie chcesz ze mną gadać to nie. - odparła i położyła się koło niego w taki sam sposób.

- Wiesz gdzie on tak naprawdę był? - zapytała po dłuższej chwili ciszy.
- To nie daje ci spokoju? - czekał na jej odpowiedź jednak nie otrzymując jej dodał -  zapieprzał w Fifę na nowym PS Jonasa.
- Skąd wiesz ? -ciekawiła się.
- Też byłem - zaśmiał się - on wcale nie chciał zrobić ci przykrości. - rozmawiali nadal spokojnie leżąc i wpatrując się w sufit.
- Bronisz go? - zdziwiła się.
- Sam nie wiem. Może... Chcę żebyś była szczęśliwa, a Erik to mój kumpel...
- Yhy - mruknęła i wrócili do leżenia w ciszy.


- Ej co robi Em z Marcelem? - zaciekawiony przerwał tym razem on.
- Czemu wy mówicie na nią "Em"? - głośno myślała - Mmm ale to naprawdę ciekawe. Chodźmy sprawdzić! - zaproponowała wstając z łóżka.
Oboje po cichu, a przynajmniej tak było w założeniu zakradali się pod klatkę schodową.
Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem.
- Co? - zdziwił się.
- Zdejmij te modne kapcie bo łazisz za głośno. - szeptała.
- Mam w skarpetkach zapieprzać?
- A widzisz co ja robię? - wskazała na swoje małe stópki.
- No tak, ale ty masz piękne, różowe w serduszka, a ja zwykłe czarne! - protestował krzycząc szeptem XD
- Nie drzyj mordy tylko zdejmij te kapcie. - starała się go uspokoić, ale nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
- Dobra, dobra. - odpowiedział naburmuszony i zrobił to co kazała.
Zakradali się po schodach, Oczywiście Polka prowadziła. W przeciwieństwie do chłopaka poruszała się szybko i bezdźwięcznie. On musiał powoli i ostrożnie stawiać kolejno każdą stopę.
- Aaaa! - zgrabnymi kroczkami wbiegła do blondyna który był dopiero w połowie drogi.
- Co?
- Oglądają coś w TV i Lili faktycznie ogląda, a Marcel chyba śpi oparty na niej. - powiedziała prawie skacząc z radości. Wbiegła na górę i szczęśliwa rzuciła się na łóżko.
Teraz nie liczyło się dla niej, że sama ma złamane serce. Przyjaciółka była dla niej okropnie ważna więc bardzo cieszyła się, że na nowo dogaduje się ze swoim byłym.
Pogubiony w tym wszystkim Niemiec, nie wiedział czy ma zejść zobaczyć co robią czy jednak wrócić już na górę wrócił się za nią i spokojnie usiadł na łóżko. Nie musiał długo myśleć nad rozpoczęciem rozmowy.

- Ej wyobraź sobie - rozmarzona spojrzała w górę - Marcel i Emily znów są razem, już się nie kłócą, Marcel zaręcza się Emily i ona przyjmuje i są szczęśliwą rodzinką! - mówiła szczęśliwa prawie wyskakując sama z siebie.
- Jeszcze tylko o dziecku zapomniałaś. - odparł głupawo się uśmiechając.
- Skąd wiesz, że zapomniałam? - spytała podejrzliwie.
- Czy ja o czymś nie wiem? - zdziwił się.
- Nie, jeśli chodzi o to, to o wszystkim wiesz. - zadeklarowała.


__________________________________________________________

Nie wyszedł taki jak miał być no, ale trudno :> 
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale w tym tygodniu miałam (i jeszcze jtr mam) mnóstwo sprawdzianów i kartkówek i musiałam się uczyć :( 
Pozdrawiam :* 

2 komentarze:

  1. Kochany ten Marco, hahah. Ale to już wiemy nie od dzisiaj.
    Rozdział cudny i taki długi, że zakochać się mozna! Co ja gadam, już mnie nim zdobyłaś. Przepraszam, plotę od rzeczy, jest trzecia w nocy a ja nadal na blogach siedzę, chyba coś ze mną nie tak ;)
    W wolnej chwili zapraszam do siebie:
    http://tot-el-camp-es-un-clam.blogspot.com/
    I czekam na dalszą część.

    suenos ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm... Powiem szczerze ze zaskoczona jestem błędami, które popełniasz, na przykład: popatrzyła w stronę ściany, która stała obok kanapy. . Zamiast tego powinnaś napisać, w ostateczności uwzględniając tą kanapę, tak: spojrzałam w stronę ściany, obok której stała kanapa. To naprawdę kole w oczy... Albo jeszcze: wyciągną... Serio? Ten błąd nie jest jednorazowy, chyba naprawdę nie wiesz jak to się pisze... Na przyszłość,, wyciągnąŁ'', albo zirytowało mnie też,, XD'' to tak, jakbyś pisała książke i nagle,, XD" radzę się zastanowić nad swoją składnią, tym bardziej, ze takich błędów u Ciebie jest wiele.

    OdpowiedzUsuń