*Erik*
Trochę, a nawet bardzo zły na siebie wyszedłem z domu Sary i poszedłem do swojego. To miał być taki piękny wieczór! Im więcej o tym myślałem tym bardziej wściekałem się na siebie. Mogłem z nią spokojnie porozmawiać, a nie tak naskakiwać. Musi się teraz czuć okropnie po tym co jej powiedziałem. Nie chciała o tym mówić, a ja tak bezlitośnie to z niej wyciągnąłem i teraz żałuję. Chciałbym teraz pobiec do Emily albo Marco bo na pewno do nich poszła i przeprosić. Niestety po jutrze gramy i jak Klopp by się dowiedział, że o tej porze jeszcze nie jestem u siebie zabiłby mnie na miejscu bo przecież "musimy być wypoczęci w stu procentach" - przewróciłem oczami bo świetnie wiedziałem, że dziś nie zasnę. Za bardzo dręczyła mnie myśl, że ktoś mógł zrobić coś takiego Sarze.
Po obmyśleniu, że pojadę do niej od razu po meczu lub już na stadionie o ile przyjdzie ją przeproszę czyli około 2;00 usnąłem.
Jutro przecież okropnie pracowity dzień...
*Sara*
Po nocy u Lili poszłam do siebie. Pamiętam, że wieczorem zrozpaczona chciałam z nią porozmawiać i się wyżalić, wydusić z siebie to jak go nie cierpię za tamtą rozmowę, ale dziś czułam się zupełnie inaczej. Przeszło mi. Co prawda byłam smutna, że dowiedział się w taki sposób, zła, że nie pobiegł za mną i nie przeprosił, nie przytulił i nie powiedział jak mu na mnie zależy, byłam wręcz wściekła. To nie potrafiło do mnie dojść, że kochany Erik którego zawsze mogłam mieć przy sobie nie dość, że prawie na mnie nakrzyczał to kiedy wyszłam stał sobie obojętnie przed drzwiami jakby nigdy nic.
W domu się strasznie nudziłam. Emily w pracy, chłopaki na treningu... zresztą co mi z chłopaków! Durm i tak już do mnie nie przyjdzie od razu po i nie pójdziemy gdzieś razem. Na myśl o tym przyszło mi mnóstwo wspomnień. Ten pierwszy pocałunek na Minorce, wspólne spacery, filmy, tyle cudownych zdjęć, chwil...
Nie mogłam o tym myśleć bo prawie ryczałam. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Cathy - może ona zechce gdzieś pójść.
Niestety była zajęta nowym tematem do gazety więc zadzwoniłam do Ani na którą za bardzo nie liczyłam bo ona ciągle gdzieś lata.
- Hej, jesteś w Dortmundzie?
- No wczoraj wróciłam.
- Ooo serio? - lekko się uśmiechnęłam. - A robisz coś ważnego? Bo nie mam gdzie się podziać.
- Właśnie idę na siłownie, jak chcesz to chodź.
- A bardzo chętnie - skłamałam. - To do zobaczenia.
- Pa.
Wcale nie miałam ochoty iść na siłownie. Najchętniej poumierałabym w domu leżąc, płacząc i jedząc czekoladę, ale muszę być silna. Zawsze jak mnie chłopak rzuci, albo ktoś mocno zrani od razu ryczę. Muszę z tym skończyć, nie mogę być taka delikatna bo w końcu moje życie będzie ciągłym leżeniem i płakaniem.
W końcu co nie przyszło mi łatwo spakowałam sportowe ubrania i poszłam do Ani. Wcześniej musiałam schować do szafki wszystkie nasze wspólnie zdjęcia które leżały na półkach i wisiały na ścianach. Za bardzo kroiło mi się serce jak na nie patrzyłam. Pamiętam jak jeszcze z półtora miesiąca temu nie mogłam się zdecydować które powiesić bo wszystkie uwielbiałam. Teraz to już przeszłość, nie warto było tego trzymać chociaż nie potrafiłam ich wyrzucić.
Po dwóch godzinach na siłowni czułam się świetnie. Kiedy biegałam na bieżni nie musiałam o nim myśleć. Z Anią się fajnie gadało chociaż nie było jakoś super. Jest naprawdę niesamowita, ale z Emily pewnie bym coś wymyśliła na przykład ścigałybyśmy się na bieżni chociaż to jest prawie niemożliwe. Ann podchodziła to tego bardzo profesjonalnie.
- Niezły wycisk dziś dałaś. - zaczęła w trakcie przebierania się. - Idziesz teraz do Erika?
- Nie, raczej do Emily, albo posiedzę w domu.
- Czemu? Zawsze Erik do ciebie przychodził - zdziwiła się.
- Ale się pokłóciliśmy. - odparłam po chwili spuszczając głowę.
- Jejku przepraszam, nie wiedziałam..
- Okej, okej przecież wiem, że nie chciałaś mnie urazić. Nic się nie stało. - zmusiłam swoje usta aby delikatnie się uniosły. Nie chciałam robić jej przykrości.
- To może wpadniesz do nas? - uśmiechnęła się.
- Robert pewnie będzie chciał odpocząć po treningu... - lekko się zakłopotałam.
- No coś ty! On lubi gości. - zaśmiała się. - A poza tym jak mu nie będzie pasować nie dostanie obiadu! W końcu ja gotuję. - ciągnęła z tak szczerym uśmiechem, że zaczęłam się zastanawiać ile pozytywnej energii nosi w sobie brązowowłosa Polka.
- No dobra, skoro nalegasz... wpadnę na chwilkę.
Po udanym obiedzie u przyjaciółki poszłam do siebie.
Słuchając głośnej muzyki ciągle coś układałam, przekładałam, ścierałam -krótko mówiąc krzątałam się po domu żeby tylko nie zaśmiecać sobie nim głowy.
Potem usiadłam przed TV i tak spędziłam wieczór.
Zmęczona oglądaniem nudnych seriali wykąpałam się i wygodnie ułożyłam w łóżku. Tak bardzo nie chciałam żeby noc nadeszła. Wiedziałam, że moje całodzienne starania żeby nie wspominać legną w gruzach.
Przypominały mi się te jego durne słowa rzucane na wiatr. Na Minorce, na spacerach, jak wychodziliśmy ze szpitala... zawsze wierzyłam w to "kocham cię". Zawsze.
I znowu popełniłam ten cholerny błąd. Znowu zranił, odszedł jak inni. Myślałam, że przynajmniej dzisiaj przyjdzie i przeprosi, myślałam...
Przycisnęłam twarz do poduszki żeby tylko nie płakać.
Po długich zmaganiach usnęłam w ostatecznie dobrym humorze. W końcu niedługo widzę się z Wojtkiem!
_____________________________________________________
Jeju, jeju przepraszam. Ten rozdział jest krótki i się kupy nie trzyma, a czekaliście na niego bardzo długo. :c
Zwaliłam to i tego bloga tak, wiem. ;-;
Ale naprawdę serdecznie Was za to przepraszam.
W kolejnym rozdziale postaram się o wiele bardziej niż w tym, ale pisałam go dziś na szybko byle tylko coś dodać. :)
Pozdrawiam ♥
A i tak na marginesie to w kolejnym rozdziale rozwalę ich jeszcze bardziej :D
Z jakim Wojtkiem? Z tym Wojtkiem? Nie, na pewno nie z tym... Jak ja teraz żałuję, że nie nadrobiłam tego opowiadania. Bo kurde... niemożliwe. Jeśli to ten Wojtek, to mnie kupiłaś w całości. Hahha, nie, chyba coś ze mną nie tak.
OdpowiedzUsuńAle... miałam nadzieję, że coś rozwiążesz w tym rozdziale, a Erik nadal jak siedział i nic nie robił, tak siedzi i nic nie robi. Debil mały... niech się weźmie w garść, przyleci do niej i zaśpiewa jej po polsku jakąś balladę *-* A i kurcze, chciałabym zobaczyć jak Robert nie dostaje obiadu, to nie fair, że tego nie opisałaś!
Czekam na następny z niecierpliwością;)
suenos;**